Tzw. "obrońcy życia" to bardzo aktywna, wrzaskliwa grupa terrorystów inspirowanych fundamentalistyczną ideologią katolicką, niemającą nic wspólnego z chrześcijaństwem.
Wbrew pozorom, tych krzykaczy nie jest aż tak wielu, po prostu są głośni i nachalni.
Najsłynniejszą ich akcją stała się chyba sprawa 14-letniej Agaty. Osobnym tematem jest tu kwestia tajemnicy lekarskiej, ewidentnie naruszonej. Nie słyszałam o żadnych konsekwencjach wobec odpowiedzialnej za to dyrekcji szpitala. Nie po raz pierwszy w Polsce łamie się obywatelskie prawa w imię jedynej słusznej ideologii. Nie muszę przypominać przebiegu owej akcji, bo została wystarczająco nagłośniona.
Chciałam tylko zwrócić uwagę na pewną implikację, która całkowicie umknęła uwadze dumnych z siebie "obrońców". Agata miała prawo do aborcji i miała prawo podjąć decyzję wraz ze swoją matką. Decyzję podjęła. Jedynym realnym efektem działań owych fanatyków było przesunięcie zabiegu z 4 tygodnia na 12.
Jeżeli ktoś twierdzi, że nieważne, który to tydzień, to dowodzi jedynie swojej ignorancji.
Abstrahując nawet od kolosalnej różnicy w stopniu rozwoju płodu, to i dla usuwającej ciążę kobiety (tutaj dziewczynki) ryzyko ewentualnych powikłań jest tym większe im ciąża bardziej zaawansowana. Fanatyków nie musi to interesować, ale lekarzy w szpitalu jak najbardziej.
Istnieje jeszcze jedna kwestia, ściśle z tą sprawą związana. Rodzina Agaty nie należy do najzamożniejszych i dlatego zdecydowała się na "oficjalną" drogę, jak się okazało, cierniową.
Znamienne jest, że na zaszczuwanie przez fundamentalistów wystawione są TYLKO kobiety biedne.
Swoją drogą, bardzo jestem ciekawa, jak zareagowałaby dyrekcja szpitala, do którego wtargnęłaby np. grupa Świadków Jehowy, aby przeszkodzić w transfuzji krwi. W ich religii to przecież ciężki grzech.
Temat "obrońców życia" nasunął mi się po ich niedawnej inicjatywie odnośnie przewrażliwionych sumień pigularzy, żądających dla siebie klauzuli sumienia.
Idąc tokiem myślenia pragmatycznego, podsuwam wspaniały pomysł.
Może, zamiast obrad sejmu odnośnie owej klauzuli, kłótni i głosowań nad ewentualną ustawą, pójść prostszą i tańszą drogą. Proponuję sfinansować owym wrażliwcom przekwalifikowanie się.
Skoro wykonywanie zawodu farmaceuty powoduje u nich tak straszliwe cierpienia, to chyba dla ich psychicznego zdrowia lepiej będzie, gdy przestaną go wykonywać.
Może prestiż nowego zajęcia będzie nieco mniejszy, ale zrekompensuje go olbrzymia moralna rekompensata. Uskrzydlająca duszę świadomość, że sumienie pozostaje czyste jak ta lilijka, bo nie przyczynili się do tego, że jakaś kobieta uniknie zapłodnienia.
Po co mają nieszczęśnicy z krzykiem budzić się w nocy, zlani zimnym potem, bo przyśniły im się te zmarnowane komórki jajowe, te niezaimplantowane zarodki.
I jeszcze jedna refleksja. Chodzi o tzw. "duchowe adopcje dzieci poczętych". Myślę, że najlepiej sprawę wyjaśnią pomysłodawcy. Oto, co na ten temat można wyczytać na katolickiej stronce:
"Pełna poprawna nazwa brzmi: "Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego Zagrożonego Zagładą".
Nie jest to więc adopcja prawna dziecka po urodzeniu, pozbawionego opieki rodzicielskiej,
do rodziny zastępczej, ale adopcja duchowa dziecka poczętego zagrożonego zabiciem
w łonie matki. Wyrażana jest osobistą modlitwą jednej osoby o ocalenie życia dziecka
wybranego przez Boga Dawcę Życia. Trwa przez 9 miesięcy, okres wzrostu dziecka w łonie
matki."
Świętoszki nie ukrywają, że maniakalnie interesują się jedynie owymi 9 miesiącami. Gdy 9 miesięcy minie, los dziecka wisi im jak kilo kitu. Byle się urodziło.
Na koniec wrócę jeszcze na moment do klauzuli sumienia.
Ta klauzula i zatroskanie o to, że jakaś kobieta nie zostanie zapłodniona, to dla mnie prawdziwy cyrk. Co ciekawe, prym w tej walce wiedzie kościół katolicki (czy raczej ginekologiczny), który, wbrew swojej mocno ubłoconej (tak naprawdę nasuwa mi się nieco inne słowo) opinii, nadal z zadziwiającą zaciętością zajmuje się zaglądaniem w cudze majtki i wieszczeniem jedynej słusznej moralności. No cóż, dla kościoła i nawiedzonych farmaceutów tudzież niektórych lekarzy, dzieci są tym bardziej godne uwagi, im większego mikroskopu trzeba używać, aby je ujrzeć. I ci hipokryci nazywają się szumnie obrońcami życia! Na histerię zarodkowo-jajeczkowo-plemnikową zużywają tyle energii, że na dzieci, widoczne i bez mikroskopu, już im sił nie staje. Jest takie przysłowie: "Nie ratuje się róż, gdy płoną lasy". A lasy płoną! Ludzie, otrząśnijcie się i nie pozwólcie, aby religijni fanatycy narzucali Wam jakieś akademickie dylematy, gdy być może obok Was rozgrywa się prawdziwa tragedia! Ratujcie dzieci a nie komórki jajowe.
Alicja Minicka
http://mysli-o-ludziach.blog.onet.pl









(2)
(0)
