Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie niespodziewane odwiedziny dwóch panów – Świadków Jehowy. Muszę stwierdzić uczciwie, że byli bardzo grzeczni, mili i .... nieustępliwi.
Mimo, iż od razu, widząc w ich ręku religijne pisemka, zaznaczyłam, że jestem ateistką i rozmowa ze mną o Bogu to strata czasu, panowie nie zniechęcili się.
Z łagodnymi ojcowskimi usmiechami zachęcali mnie do rozmowy, tkwiąc uparcie przy płocie. Chyba miałam jakiś tydzień dobroci dla religiantów, bo nie miałam serca odwrócić się do nich plecami i wracać do domu.
Nie wiem, czy większym bodźcem była niechęć do czekających w domu odkurzacza i ścierki, czy też zapowiedź jowialnego pana, że udowodni mi w 100%, że Bóg istnieje.
I tak, stojąc u płota, zostałam uraczona wiedzą, która wprawiła mnie w zdumienie.
Jakoś przełknęłam gładko informację, że dom, w którym mieszkam został postawiony przez Pana Boga. Mój slubny twierdzi, że to jego zasługa.
Do dzisiaj nie wiem, czy mój mąż, którego uważam za uczciwego faceta, przypisuje sobie czyjeś zasługi, czy też jest Panem Bogiem.
Ten dylemat został jednak w tyle za następną rewelacją.
Otóż dowiedziałam się, że wiedza, jaką dysponują Świadkowie Jehowy, jest potwierdzona przez wybitnych naukowców.
Dotychczas mylnie, jak się okazuje, sądziłam, że tylko ŚJ uważają, iż świat liczy sobie niewiele ponad 6000 lat. Okazuje się, że twierdzą tak jacyś bliżej nie określeni WYBITNI naukowcy.
Tak mnie to zdumiało, że dopiero po odejściu tych miłych panów uświadomiłam sobie, że zapomniałam po raz kolejny (ŚJ nawiedzają mnie regularnie) spytać czy Ziemia jest płaska czy też kulista. Oczywiście według wybitnych naukowców.
Natomiast wizyta owych nieustępliwych panów doprowadziła mnie do wyciągnięcia bardzo, moim zdaniem, błyskotliwego wniosku.
NAUKA JEST MODNA!
Nawet najgłębiej wierzący Polak nie będzie odżegnywał się od nauki. Nie uchodzi. Ludzie wierzący nie zrezygnują łatwo ze swojej religijności, bo utracili by wtedy złudne przekonanie o swej lepszości. Ale w XXI wieku nie wypada też być na bakier z nauką, przynajmniej oficjalnie.
Weźmy chociażby słynne DNA.
Można wprawdzie zajrzeć do encyklopedii lub podręcznika, aby sprawdzić co ów trzyliterowy skrót oznacza, ale to już za duży wysiłek, dla przyzwyczajonych do gotowych religijnych interpretacji.
Ponieważ faktem jest, że dwukomórkowy zarodek posiada własne niepowtarzalne DNA, więc tak zwani "obrońcy życia" ochoczo i triumfalnie tym terminem wymachują, żądając uznania człowieczeństwa dwóch połączonych ze soba komórek, dla obejrzenia których trzeba użyć mikroskopu.
I wieszczą, podobnie jak ŚJ, że to znowu jacyś WYBITNI NAUKOWCY inspirują np. do żądania zakazu in vitro.
Okazuje się, że nawet największy religijny fanatyk ma za plecami jakiegoś wybitnego naukowca.
Fakt, że twórca in vitro został uhonorowany Noblem, to drobiazg. Przecież sam Watykan uznał, ze ten Nobel to błąd. Już nie mówiąc o oburzonej pani Kazi z magla!
Ponieważ Szwedzka Akademia Nauk przyznająca naukowe nagrody Nobla nie wtrąca się do teologii, to może teologowie przestaną wtrącać się do nauki.
Religia opiera się na dogmatach i doktrynach, których nie wolno (!) podważać a papiez jest nieomylny!
Nauka to fakty, logika, dowody, krytycyzm.
I może niech każdy zostanie przy swoim.
Jeżeli ktoś chce wierzyć w bajki i cuda, to niech sobie wierzy, wolna droga.
Tylko niech będzie uczciwy i nie usiłuje wkręcać do tych bajek nauki. Nie da się!
Drodzy religianci, nie wycierajcie sobie nauką gęby.
Alicja Minicka
http://mysli-o-ludziach.blog.onet.pl









(2)
(0)

A tak swoją drogą, poruszając temat "naukowości" nauki z czysto filozoficznego punktu widzenia - czytałaś może Leszka Kołakowskiego "Jeśli Boga nie ma"? Bardzo ciekawa lektura :) Polecam.
Osobiście natomiast stoję na stanowisku że porządki wiary i nauki znajdują się na zupełnie innych płaszczyznach. Nie da się naukowo udowodnić istnienia Boga i nie da się tego również zaprzeczyć.
Z filozoficznego punktu widzenia takie Istnienie da się co najwyżej uzasadnić.
Pani Alicjo językowo Pani felieton jest dość słaby. Brak w nim polotu. A wniosek, który Pani opatrzyła przymiotnikiem "błyskotliwy" żadnym olśnieniem nie jest - przynajmniej dla człowieka myślącego.
Zdaję sobie sprawę, że felieton nie jest gatunkiem ściśle beletrystycznym. Ale z drugiej strony nie da się w żadnym dziele językowym całkowicie odseparować treści od formy. Zawsze środkami formalnymi także coś przekazujemy, np. użycie formy zdrobniałej "pisemka" zastosowanym w powyższym kontekście jest zabiegiem formalnym, a jak dużo mówi o Pani stosunku do tychże czasopism prezentowanych przez Pani gości.
A felieton, czy esej są już w ogóle gatunkami z pogranicza. Stąd też słaba forma utrudnia recepcję treści - nawet gdyby ta okazała się być dobra. Dlatego też trzeba dużo czytać:) żeby jako takiej ogłady językowej nabrać.
I dobrze jest (jeżeli już chodzi o felieton antyklerykalny) zapoznać się ze stanowiskiem przeciwnym. Bo często felietony polemiczne przypominają walkę z wiatrakami. Najpierw nabieramy przekonania co do cudzych poglądów, a później je zwalczamy. I nawet nam przez myśl nie przejdzie, że walczymy z mitami, albo co najwyżej z płytką i naiwną interpretacją jakiegoś poglądu. A to wygląda już naprawdę komicznie :)
Amen ;)
Piszesz tak:
"Nie da się naukowo udowodnić istnienia Boga i nie da się tego również zaprzeczyć."
Nie ma naukowego zaprzeczania. Jesteś na bakier z logiką.
Twój wykład o felietonach też mnie nie zachwyca. A merytorycznie jestes kiepściutki. Może przeczytaj uwazniej mój tekst, bo chyba nie za bardzo go zrozumiałeś. Ja niczyich poglądów nie zwalczam. Apeluję jedynie o uczciwość.
Nie dość, że jesteś powierzchowny i nie za bardzo zorientowany w temacie, to jeszcze pouczasz innych.
Nieładnie.
Jedynym przekazem z mojej strony jest niemieszanie nauki do jakichkolwiek ideologii. Bo to nieuczciwe.
I sam się zastosuj do swoich porad. Czytaj dużo, to nie będziesz miał problemów z "recepcją treści".
W drugiej części drugiego mojego komentarza, w którym znajduje się sugestia dotycząca czytania, celowo użyłem formy bezosobowej, żeby nie kierować tych słów bezpośrednio do Pani. Bo oczywiście tego czy Pani czyta czy też nie wiedzieć nie mogę.
No ale cóż...
Co do naukowego zaprzeczania to przyznaję Pani rację. Nauka może jedynie wykluczać. Tego niefortunnego słowa użyłem sprowokowany nadużywaniem w potocznym języku frazy: "nauka przeczy religii".
Natomiast co do recepcji treści... Pani Alicjo, proszę wskazać w którym miejscu stwierdziłem, że Pani napisała jakoby nauka zaprzeczała bądź wykluczała zasadność religii? Przecież ja wyraziłem tylko własną opinię na ten temat, co podkreśla początek zdania: "Osobiście stoję na stanowisku...". Błędem z mojej strony może być co najwyżej brak dopowiedzenia, że w dużej mierze z Panią się zgadzam. Nie przypuszczałem, że to pociągnie za sobą w konsekwencji nadinterpretację z Pani strony.
Więc kto tutaj czyta nieuważnie?
pozdrawiam
jaka jest różnica między przedrostkiem -a np. "amoralny" i -anty, np. antymoralny?
Już mi ręce opadają.
"Pani Alicjo, proszę wskazać w którym miejscu stwierdziłem, że Pani napisała jakoby nauka zaprzeczała bądź wykluczała zasadność religii"
To co stwierdziłeś, zacytowałam. Po co przekręcasz swoje własne wypowiedzi?
"wniosek, który Pani opatrzyła przymiotnikiem "błyskotliwy" żadnym olśnieniem nie jest - przynajmniej dla człowieka myślącego." To a propos Twojego apelu o estetykę słowa.
"I jeszcze odnośnie wątku dotyczącego felietonów antyklerykalnych."
Nie wiem, gdzie w tym tekście widzisz wątek antyklerykalny. Antyklerykalne felietony umieściłam w dostępnym tu blogu pt.: "Felietomy antyklerykalne". Nie ma tam artykułu "Nauka a religia".
Pisz na temat. Delikatnie mówiąc, jesteś dosyć rozkojarzony.
2. Nie o estetykę a o etykę słowa(rozumiem - przejęzyczenie), ale jeżeli już przy etyce słowa jesteśmy, niech mi Pani odpowie, jaka jest różnica między wyrażeniami: "Pani tekst jest słaby", a "jesteś słaby".
Widzi Pani, ja się odnoszę do Pani tekstu. A Pani odnosi się nie tylko do moich komentarzy, ale do mojej osoby.
Jeżeli ktoś publikuje, musi liczyć się z krytyką swojej twórczości.
A co do atakowania, jak już wspomniałem w tym fragmencie użyłem formy bezosobowej, a samo słowo "antyklerykalizm" pochodzi dokładnie z faktu zamieszczenia przez Panią w innym zbiorze właśnie takich felietonów. Pisząc o sprawach ogólnych, o czym świadczy przejście z formy osobowej (2os. lp.), na formę bezosobową, wolno mi było przejść do bardziej ogólnych zagadnień.
I jeszcze jedno. Wcześniej stwierdziłem, że często nasza polemika jest walką z wiatrakami. Pani dokładnie to robi. Pani kłóci się próbując udowodnić mi że głupia jest (uwaga!) nadinterpretacja mojego komentarza.
1. "Pani Alicjo, proszę wskazać w którym miejscu stwierdziłem, że Pani napisała jakoby nauka zaprzeczała bądź wykluczała zasadność religii?" Może przeczytaj sobie parę razy tę oto Twoją wypowiedź i zastanów się o co Ci chodzi.
Napisałeś: "Nie da się naukowo udowodnić istnienia Boga i nie da się tego również zaprzeczyć." I do tych słów się odniosłam.Do Twoich słów, dla przypomnienia. Więc, może wyjasnij mi, co niby mam Ci wskazywać.
2.Etyka wymaga, aby nie przekrecać. Ty przekręcasz. Z krytyką się liczę, ale odniesiona do tego co napisałam, a nie do tego, co mi ktoś imputuje
3. Antyklerykalizm nie jest tematem artykułu, pod którym piszesz komentarze.
Napisałam, że nie jestes merytoryczny i jestes na bakier z logiką. I to uzasadniłam. I nadal to podtrzymuję
2. W świetle powyższego nr 2 jest nieaktualny.
3. Wolno mi w komentarzu robić wycieczki w innych kierunkach, pod warunkiem, że w jakiś sposób daję do zrozumienia, że przestaję ściśle trzymać się wątku, co zrobiłem poprzez ZMIANĘ FORMY.
No Pani jako pisarka powinna sobie zdawać sprawę z bogactwa gramatyki naszego języka.
pozwól, że jeszcze Ci coś zacytuję z Twoich wypowiedzi:
"samo słowo "antyklerykalizm" pochodzi dokładnie z faktu zamieszczenia przez Panią w innym zbiorze właśnie takich felietonów"
robisz śmieszne stylistyczne błędy i jeszcze pouczasz:
"trzeba dużo czytać:) żeby jako takiej ogłady językowej nabrać".
Nic dodać, nic ująć.
To może Ty się sam nad sobą zlituj.
I jeszcze jeden kwiatek:
"No Pani jako pisarka powinna sobie zdawać sprawę z bogactwa gramatyki naszego języka".
Jak na razie reprezentujesz wyjątkowo bogate niechlujstwo językowe.
"Jedynym przekazem z mojej strony jest niemieszanie nauki do..."
działanie nie może być przekazem. Ale nie chciałem wytykać. Bo w spontanicznej rozmowie wpadki językowe się zdarzają.
Jestem zawiedziony tylko tym, że Pani coraz bardziej rezygnuje z argumentów racjonalnych na rzecz emocjonalnych.
Wie Pani, ja z wykształcenia jestem filozofem. Jeżeli Pani wysuwa jakąś tezę na temat rzekomo moich wypowiedzi, to ja jestem w stanie nawet zakwestionować własne mniemania na temat własnego tekstu i treści w nim zawartej. Ale jako filozof domagam się przeprowadzenia racjonalnego dowodu.
Bo przekrzykiwanie emocjonalnymi hasłami do niczego nas nie doprowadzi.
Twoje konkretne wypowiedzi to są fakty, a nie ma nic bardziej racjonalnego niż fakty. Dlatego posługuję się cytatami.
Gdybym miała ulegać emocjom z powodu takich jak Ty dyskutantów, to byłoby ze mną kiepsko. Nie pochlebiaj sobie.
Piszesz niechlujnie i nieklarownie. I, co gorsza, nie na temat.
Nie wiem, gdzie i jaką filozofię kończyłeś, ale Twoje "filozofowanie" niewiele z filozofią ma wspólnego.
jeżeli widzisz w moim artykule błędy językowe, to je wskaż. Będę wdzięczna.
"stwierdzam uczciwie" - pleonazm
Stwierdzić coś - przekonawszy się o czymś, uznać to za pewne, prawdziwe; też: powiedzieć coś stanowczo i z przekonaniem (słownik j. polskiego PWN)
nie można stwierdzić czegoś nieuczciwie.
nie chciałem
"Z łagodnymi ojcowskimi usmiechami zachęcali mnie do rozmowy, tkwiąc uparcie przy płocie. Chyba miałam jakiś tydzień dobroci dla religiantów, bo nie miałam serca odwrócić się do nich plecami i wracać do domu"
Dwa razy miałam - no wyszukany styl.
i "odwrócić", po czym "wracać" a chyba powinno być "wrócić", czyż nie?
I nic nie wykazałeś. Cytuję Twoje zdania, całe. Zdanie jest wyrwane z kontekstu całego komentarza. Na tej zasadzie możesz stwierdzić (nieuczciwie!), że jakiekolwiek zdanie, czy zdania sa wyrwane z kontekstu.
Prymitywne chwyty, Panie filozof. I jakoś się nie dziwię.
może przeczytaj sobie spokojnie swoje komentarze i sam się zastanów, co one mają wspólnego z moim artykułem.
nie obrażaj sie, tylko po prostu zastanów się, przed napisaniem komentarza, co właściwie chcesz napisać.
Bo tak pozajączkowanych komentarzy to ja juz dawno nie czytałam
Pozdrawiam
Dorosłymi ludźmi jesteśmy...
Chciałam Ci uświadomić jedną rzecz. ja jestem autorem i mam obowiązek odpowiadać na komentarze.
Nawet tak niemerytoryczne i niespójne jak Twoje.
Nie rozumiesz, że nie chce mi się prowadzić dalszej kłótni? Że w ogóle to był błąd, że zaczynałem?
Że cała nasza sprzeczka wynika z nieporozumienia? Że już na początku przecież napisałem Ci, że nie to miałem na myśli.
Po co to dalej ciągnąć? Przecież jesteśmy ludźmi. Nie godzi się, żebyśmy występowali przeciwko sobie.
Nie miałem zamiaru oskarżać Cię o poglądy, których nie posiadasz. Nie miałem zamiaru Cię obrazić. Nie chciałem w jakikolwiek sposób Cię skrzywdzić. Jeżeli jednak coś takiego się stało to bardzo mi przykro z tego powodu i najmocniej PRZEPRASZAM.
Niepotrzebnie się pokłóciliśmy...
nie pokłocilismy się i nikt nikogo nie skrzywdził. Bez przesady. Ale chyba powinieneś nauczyć się nieco klarowniej formułować swoje wypowiedzi. Sam zobacz. ile razy się z nich tutaj wycofywałeś, powołując się na "niefortunne użycie". Albo tłumaczyłeś, że coś dawałeś do zrozumienia. To za mało, nalezy jasno i wyraźnie coś stwierdzić a nie dawać do zrozumienia.
A przede wszystkim trzeba pisać na temat. Na moderowanych forach za tzw. offtopy (odbieganie od tematu) dostaje się ostrzeżenia.
Pod felietonami antyklerykalnymi jest dosyć miejsca na dyskusję o nich.
Treścią niniejszego tekstu jest naginanie nauki do ideologii. Czy naprawdę na ten temat pisałeś w swoich komentarzach?
Pozdrawiam
Co jest napisane, to jest napisane.