Tato - Paweł-Malec

Tato

Paweł-Malec


Data dodania: 2011-06-23 03:48:12
491 wyświetleń





Ta publikacja brała udział w konkursie pisarskim!
A A A

W domu go nie było. Wróciłem na podwórko. Między gankiem a garażem jaśniała na ściętej trawie blada żyła ścieżki. Ostatnio tylko tam chodził. Do garażu i z powrotem. Gdy wszedłem, nie usłyszał mnie. Pochylony, przykręcał coś. Rozwarta klapa silnika udawała atakującą paszczę.

– Cześć, tato!

Drgnął przestraszony. Był pewien, że jest sam ze swoim fordem.

– A… – odwrócił na moment głowę, by posłać mi krótkie spojrzenie  i, nie prostując się, machnął trzymanym w ręku kluczem. Nie spiesząc się, dokręcił śrubę. Odłożył klucz na półkę i podszedł do blaszanego zlewu. Umył dokładnie ręce mydłem, wytarł je podartym ręcznikiem i podszedł się przywitać.

– Nic nie słyszałem – wyjaśnił.

– Kiedyś cię okradną. Ze wszystkiego. Mogłem bez problemu wynieść pół domu. Czemu nie nosisz aparatu, tato?

Nie odpowiedział. Zamiast tego odwrócił głowę i wpatrzył się w swój stary jak świat samochód. Oddychał ciężko, zmęczony. Szpakowate, rzadkie włosy na jego skroni były zlepione potem.

– Co wysiadło?

– Eee, nic nie wysiadło – zirytował się. – Alternator był trochę poluzowany. Tu nie ma prawa nic wysiąść. Chodźmy do domu – zakończył.

 

            Sękata, brązowa od słońca dłoń rozwarła się, zostawiając przede mną filiżankę.

– A…, ty nie słodzisz – przypomniał sobie i cofnął przysuwaną do mnie cukiernicę.

Pomieszał swoją kawę i oparł łyżeczkę na brzegu podstawki. Wyprostował się, opierając plecy o drewniane oparcie krzesła i spojrzał mi w twarz.

– I co u ciebie? – zapytał, pocierając kciukiem wnętrze drugiej dłoni.

Sięgnąłem do kieszeni marynarki i wyjąłem z niej płaską, czarną książeczkę.

--Mam już dyplom i potwierdzenie z instytutu – zacząłem z dumą i położyłem książeczkę obok jego ręki.

– A co mi tu…! – strzepnął impulsywnie dokument ze stołu. Białe kartki wnętrza zatrzepotały i wygięły się, przylgnąwszy do podłogi. Rozwarte okładki przypominały kruka, który przysiadł na ziemi, nie mając sił do dalszego lotu. Tato patrzył w okno bez słowa. Podniosłem dyplom, schowałem go do kieszeni i usiadłem z powrotem. Zaskoczenie wolno topniało, niczym kopiec rozbierany przez mrówki refleksji. Patrzyłem na fotografie powieszone na ścianie kuchni. Pierwsza komunia. Wycieczka do Zakopanego. Mama z siostrą w ogrodzie. Ja i tata przy ulach. On taki jest. Impulsywny. Teraz uspokaja się i żałuje. Od zawsze chciał, żebyśmy „wyszli na ludzi”, „mieli w życiu lepiej”. Mawiał, że po to zostaje po nocach w warsztacie. Jest tak, jak sobie wymarzył. Musiał wiedzieć, że się oddalimy. Z każdym rokiem stawaliśmy się inni niż on. Jest tak, jak sobie wymarzył.

Zaloguj się aby dodać komentarz

Autor: Asiapio Dodano: 2011-06-30 16:00:08
Twoje opowiadanie porusza. Podoba mi się też język i metafory w nim zawarte.
Autor: Bożena Fendryk Dodano: 2011-06-30 20:01:05
Dziękuję:)))
Autor: Bożena Fendryk Dodano: 2011-06-30 20:02:16
Świetne:)
Autor: Paweł-Malec Dodano: 2011-07-01 14:40:06
Dziękuję. To miłe.
Autor: Lizabetka6 Dodano: 2011-08-19 15:10:35
Bardzo mi się podoba ten gest ojca na zakończenie, jest bardzo wymowny i symboliczny. Ja odczytuję to tak, ze rodzina jest najważniejszą wartością, ważniejszą od pracy, dyplomów i wszystkiego innego. Zdecydowanie najlepsze Twoje opowiadanie.
Autor: Alicja Minicka Dodano: 2011-08-20 11:15:49
Kawał znakomitej prozy. Gratuluję i z przyjemnością daję głos.
Pozdrawiam
Autor: janeczek Dodano: 2011-08-20 21:27:10
A ja z Twojego opowiadania cieszę się podwójnie:)
Po pierwsze dlatego, że opowiadanie trzyma cholernie wysoki poziom.
A po drugie - mogę się zgodzić z Panią Alicją ;)
Autor: Paweł-Malec Dodano: 2011-08-20 23:34:26
Można to i tak odczytać, Lizabetko. Kluczem do innej interpretacji może być przedostatnie zdanie. Dziękuję.
Autor: Paweł-Malec Dodano: 2011-08-20 23:38:11
Alicja i "janeczek", dwoje nieprzeciętnie inteligentnych ludzi, zgodni.:) Wasze opinie, chociaż nie zasłużone, są dla mnie bardzo budujące.