Pętla - Joanna Piotrowska

Pętla

Joanna Piotrowska


Data dodania: 2011-06-05 16:06:38
219 wyświetleń





A A A

 

              Coś kapnęło jej na rękę. Monika odskoczyła gwałtownie zadzierając jednocześnie głowę. Tu też dach już przeciekał. W chwilę potem w kolejnych miejscach na suficie zaczęły rozmnażać się krople i spadać, jedna po drugiej, ciurkiem na drewnianą posadzkę. Sprzedawca, stojący przy kasie w przeciwległej części sklepu, niczym w transie wpatrywał się wciąż w to samo miejsce nad głową.

- Proszę pana, wszystko w porządku? - zapytała zaniepokojona – Proszę pana!

Mężczyzna nie zareagował. Nie poruszył się ani nie odezwał ani słowem. Monika spojrzała przerażona w prawo. W sąsiednim butiku nie padało, a ludzie nadal spokojnie robili zakupy. W  sklepie po lewej stronie sytuacja wyglądała podobnie. Za oknem wciąż szalało wirujące niebo, wisząc groźnie tuż nad drzwiami wejściowymi.

                Strumień kropel zaczął spadać ciurkiem na ladę, a odbijając się od niej, pryskał na ręce sklepikarza. Mężczyzna ani drgnął. Coś dziwnego natomiast zaczynało dziać się z jego skórą w miejscach, gdzie dotykał jej deszcz. Dłoń najpierw stawała się ciemnoszara, potem kolor zaczynał niejako wsiąkać w skórę i blednąć, by po chwili zniknąć całkowicie razem z pomoczonym fragmentem ciała. Monika patrzyła przerażona jak ekspedient niknie, zupełnie jakby ktoś, kawałek po kawałku, oddzierał ze zdjęcia doklejoną na nie, papierową postać. Zastanawiała się czy sklepikarz umiera, czy być może w jakiś magiczny sposób staje się niewidzialny.

- Proszę pana – zawołała. –  Niech pan tak nie stoi!

Cisza.

- Proszę pana – spróbowała jeszcze raz, ale mężczyzna wciąż stał bez ruchu. Chciała do niego pobiec, ale jej nogi nie zareagowały na to, co podyktował im mózg.

-Niech nam ktoś pomoże!  – krzyknęła bezradna w kierunku sąsiedniego butiku – Ratunku! – głos zaczynał jej się łamać.

- Pomocy! - wrzasnęła a strach wielką grudą rozrósł jej się w gardle. Kobieta oglądająca kapelusze w butiku po lewej zamarła na chwilę i obejrzała się. Monika poczuła olbrzymią ulgę. Była uratowana.

- Nie mogę się ruszyć – z wdzięczności uśmiechnęła się do niej. – Proszę tu przyjść!

Kobieta zerknęła w głąb ciemnego  butiku, obdarzyła Monikę niewidzącym spojrzeniem i z kapeluszem w dłoni oddaliła się w kierunku roześmianej właścicielki sklepu, w którym robiła zakupy. 

 

                Monika przypomniała sobie, że zaledwie kilka chwil wcześniej morze było jeszcze wyjątkowo spokojne, choć horyzont grzmiał już pod naporem groźnych, czarnych chmur. Szła nieśpiesznie promenadą tuż przy plaży wmieszana w tłum innych turystów. Zarówno dla niej jak i dla nich burza wydawała się być wtedy jeszcze bardzo odległą wizją. Parasol plażowy, który przewiesiła przez ramię, ciążył jej trochę, ale wakacyjna lekkość w sercu rekompensowała fizyczny dyskomfort. Idąc boso w zwiewnej sukience czuła się wolna i szczęśliwa.

                Przaśne, hotelowe, śródziemnomorskie miasteczko żyło swoim rytmem – w nadbrzeżnych knajpach zaczynało się robić tłoczno, bo ludzie pozbawieni przedwcześnie słońca schodzili się już na posiłek. W pasażu sklepów z pamiątkami, ulokowanym wzdłuż promenady, kobiety w kostiumach kąpielowych oglądały ręczniki i chusty, mierzyły słomkowe kapelusze, obiecywały marudzącym dzieciom, że zaraz pójdą na lody.

                Obserwując to wszystko Monika zauważyła, z jak nienaturalną prędkością zbliża się do nich czarne niebo. Przyspieszyła kroku. Chmury sprawiały wrażenie, jakby ktoś prał je w wielkiej, pralce bębnowej pędzącej w kierunku promenady. Spojrzała na gładką taflę morza i pustoszejącą plażę. Spokój tam panujący był nienaturalny w obliczu wirującego zjawiska, które rosło jej w oczach. Wtedy poczuła po raz pierwszy niepokój. Zaczęła biec. Ludzie na promenadzie powoli zdawali sobie sprawę z narastającego niebezpieczeństwa, zmieniając spacerowe tempo na coraz szybszy marsz, niektórzy udawali się w kierunku sklepów i restauracji. Ktoś krzyknął „tornado”, ktoś inny „burza”. Żadne ze słów nie odzwierciedlało jednak tego, co właśnie widziały  jej oczy.

                W momencie, w którym zaczęło padać, zaczęło także bardzo silnie wiać. Ogromny okrąg wirującego nieba pędził w jej kierunku, słyszała nad głową głośne buczenie, ludzie w popłochu rozbiegali się i uciekali pod dachy sklepów. Kelnerzy zaganiali klientów restauracji do środka i zatrzaskiwali za sobą drzwi. To samo czynili właściciele butików. Monice udało się wbiec do jednego z nich w ostatnim momencie. Stojąc przy drzwiach i obserwując kłębiące się za oknem chmury, czuła się jak dziecko śledzące ciemne pranie za okrągłą szybą pralki.

                W sklepowym pasażu życie zaczynało wracać do normy. Z każdego butiku można było przejść bocznymi drzwiami do następnego, nie wychodząc na zewnątrz. Uspokojeni turyści oglądali pamiątki, przeglądali wieszaki z ubraniami w poszukiwaniu okazji, gawędzili ze sprzedawcami. Dopiero po dłuższej chwili Monika uświadomiła sobie, że sklep, w którym się znalazła, jako jedyny jest pusty. Mimo podobnego do innych asortymentu, nikt nie oglądał tu rzeczy. Smutny ekspedient stał znudzony za ladą i przyglądał się czemuś na suficie. Dziewczyna spojrzała w górę i spostrzegła, że w miejscu, na które patrzył  przeciekał dach. Ogromne krople spadały prosto na drewnianą podłogę, w szybkim tempie tworząc sporą kałużę. Chwilę potem Monika obserwowała oniemiała, jak sprzedawca znika.

                Odruchowo spojrzała teraz na swoją dłoń, na którą kilka chwil wcześniej także spadła kropla. Brakowało kawałka serdecznego palca. Krzyknęła spanikowana i ponownie spróbowała zrobić krok w kierunku sąsiedniego butiku. Wciąż nie mogła się jednak ruszyć. Chciała drugą ręką dotknąć brakującego miejsca, ale ta także odmówiła jej posłuszeństwa. Usiłując stłumić panikę, dziewczyna skupiła się na powrót na swoim palcu. Nie czuła go, ale czy to oznaczało, że przestał istnieć czy być może po prostu przestała go widzieć? Może brak czucia był spowodowany reakcją organizmu na dziwny deszcz? Być może było to tylko chwilowe odrętwienie? Nie rozumiała, dlaczego krople działały w ten sposób tylko na skórę, nie rozpuszczając niczego innego. Podłoga wydawała się przecież nienaruszona. Spojrzała ponownie w kierunku ekspedienta. Nie było po nim śladu, a w miejscu, gdzie chwilę wcześniej stał, z dachu strumieniami wylewała się woda.

                Poczuła na sobie kolejną kroplę, tym razem spadła na jej bosą stopę. Przerażona obserwowała jak skóra najpierw zmienia kolor, a potem zaczyna znikać. Nie bolało. Próbowała poruszyć niewidzialnymi już placami.

„Czy nadal je czuję?” myślała gorączkowo, usiłując jednocześnie rozłożyć nad sobą plażowy parasol. Ręce wciąż nie chciały jej słuchać. Krople tymczasem roztapiały już drugą nogę.

„ Muszę chronić głowę” – myślała nieprzytomnie. – „Muszę chronić myśli.”.

Chciała wiedzieć czy deszcz pozbawia jej istnienia, czy tylko czyni niewidzialną. Gorączkowo zastanawiała się także, czy inni mogą zobaczyć, co się z nią dzieje. Zaczęła ponownie krzyczeć. Desperacko pragnęła, by ktoś z butiku obok przybiegł jej pomóc i odpowiedział na pytania kłębiące się w głowie niczym chmury za oknem. Wciąż jednak nikt nie reagował.

- Uciekaj – usłyszała nagle przed sobą głos. – Uciekaj!

Ucieszyła się, że to sklepikarz.

„ Skoro do mnie mówi, to oznacza, że żyje” – tworzyła w myślach kolejne teorie. – „Nie przestaję, więc istnieć” – racjonalizowała dalej.

-Gdzie pan jest? - zawołała w kierunku lady. – Czy może mi pan pomóc?

- Ucieeeeekaaaaaj!!! – odezwał się ponownie głos. Dziecięcy głos.  Przerażenie dziewczyny wzmogło się. Zacisnęła mocno powieki czując jak krople dotykają po kolei jej  głowy, uszu i ramion.

„Znikam” – stwierdziła zrezygnowana i otworzyła oczy. Leżała na ręczniku na mokrym piasku, z przemokniętą książką w dłoniach. Na pustej plaży mały chłopiec w pelerynie przeciwdeszczowej krzyczał coś do niej. Poczuła jak bardzo jest jej zimno i odetchnęła z ulgą. Musiała bardzo mocno spać, skoro nie czuła deszczu i nie słyszała piorunów. Podniosła się wolno i spojrzała przed siebie. Morze było wyjątkowo spokojne, choć horyzont grzmiał pod naporem groźnych, czarnych chmur.

 

 

 

Zaloguj się aby dodać komentarz

Autor: Paweł Dodano: 2011-06-10 13:21:10
polecam! kolejne Twoje opowiadanie bardzo fajnie sie czyta :)
w Twoich tekstach jest cos tajemniczego co strasznie wciaga :)
Autor: Asiapio Dodano: 2011-06-10 16:48:02
Dziękuję:) Zachęciłeś mnie do dalszego tworzenia w dniu prawdziwego zwątpienia (dopada mnie raz na jakiś czas, jak na rasowego pisarza przystało;) Na dodatek wyszedł mi rym;))
Niebawem będzie więcej!
Pozdrawiam:)
Autor: cyrysia Dodano: 2011-06-10 18:29:22
Też mi przypadło do gustu. Czekam więc na dalsze kontynuacje.
Autor: Paweł Dodano: 2011-06-14 12:46:36
Ciesze sie ze moglem Cie zmotywowac ;)
nie pozostaje mi nic innego jak czekac do "niebawem" ;-)
Autor: Zulaalive Dodano: 2011-08-10 18:36:16
Coś mi się wydaje, że ktoś zbyt często słucha Noir Desire ;) Pozdrawiam :]
Autor: Asiapio Dodano: 2011-08-11 12:24:51
Z ciekawości sprawdziłam, z którymi utworami ich kojarzę i teledysk do "Le Vent Nous Portera" rzeczywiście ma dużo wspólnego z moim opowiadaniem (przez nieznajomość francuskiego niestety nie wiem, czy słowa też:)) Pozdrawiam!
Autor: Zulaalive Dodano: 2011-08-11 12:51:27
na Youtube jest moja droga wersja z tłumaczeniem na angielski