- Co sprawia, że czujesz się bardziej żywa? – pyta Adam.
Siedzimy w osiedlowej kawiarni, pośród gwaru rozmów i plątaniny gestów zza sąsiednich stolików. Zamyślam się nad pytaniem, przenosząc uwagę na szarobury krajobraz za oknem. Łyse kikuty drzew odgrażają się światu zaciśniętymi pięściami, na chodniku leżą resztki brudnego śniegu i bezwstydnie walających się śmieci.
Na stole stygnie moja latte i jego espresso, przykładam zziębnięte dłonie do letniej już filiżanki i patrzę mu w oczy.
- Moje emocje – rzucam szybko i odwracam wzrok. Kelner spacerujący w eleganckiej koszuli między stolikami spogląda na mnie czujnie. Delikatnie kręcę głową na znak, że niczego nie potrzebujemy.
- Chodziło mi bardziej o to, jakie czynności sprawiają, że niemal fizycznie czujesz płynącą w żyłach krew. Oprócz ćwiczeń kardio, rzecz jasna – doprecyzowuje Adam i śmieje się ze swojego żartu. Kąciki moich ust także unoszą się, ogarnia mnie przyjemna lekkość i spokój.
Lubię nasze rozmowy, bo dużo z nich wynoszę. Oprócz dawki pozytywnej energii, czuję się dzięki nim bogatsza wewnętrznie, mądrzejsza. Teraz w udawanym skupieniu studiuję przez chwilę paznokcie zanim udzielam odpowiedzi.
- No więc, jest wiele rzeczy – zaczynam powoli – i chyba nie sposób wymienić wszystkie na raz.
- Na przykład?
- Na przykład zimowy spacer mroźnym parkiem z odmrożonymi palcami stóp i zapierającym dech krajobrazem wokół. – Uśmiecham się z rozmarzeniem na samo wspomnienie. – Czuję wtedy całą sobą fizyczny ból i piękno otaczającego świata. Czuję się integralną częścią tej doskonałości. Albo jazda na rowerze letnim popołudniem po burzy, gdy pedałując bez wytchnienia wdycham oszałamiający i wprawiający w euforię zapach ciepłego deszczu. Albo płacz...
- Płacz? – przerywa zdziwiony. – Dlaczego płacz?
- Bo boli w środku. W chwilach, w których ze smutku tak bardzo nie chce mi się żyć, często czuję, że żyję najmocniej. – Wzdycham i biorę łyk chłodnej już kawy.
Po minie Adama widzę, że poruszyło go to, co właśnie powiedziałam. Patrzy na mnie z czułością, a ja mam ochotę chwycić go za rękę. Powstrzymuję się jednak, zupełnie jak podczas naszego pierwszego spotkania przed laty, kiedy wzruszeni oszałamiającym ciepłem, które się między nami nagle wytworzyło, siedzieliśmy obok siebie i nie bardzo wiedzieliśmy, co z nim zrobić.
Powracam jednak do chwili obecnej i zauważam, że spojrzenie Adama zmieniło się. Zrobiło się bardziej figlarne i zaczepne, przyprawiając mnie o dreszcze. Gdyby nie długi rękaw swetra, na pewno zobaczyłby, że mam gęsią skórkę.
- A seks? – pyta bez ogródek. To także sobie bardzo cenię w naszych rozmowach, że są szczere i właściwie bez tabu.
- Seks? – powtarzam, szukając w głowie odpowiedzi i mimowolnie nasuwam mankiety na dłonie. – Seks chyba nie – stwierdzam.
- Dlaczego? Nie dostarcza ci równie silnych doznań, co płacz?
Spoglądam dłuższą chwilę za okno w zadumie.
- Może właśnie dlatego, że dostarcza silniejszych? – myślę głośno. - Seks to jak wyprawa do innego wymiaru. Doznanie zmysłowe tak silne, że na granicy obłędu. Nie czuję się wtedy bardziej żywa, bo najzwyczajniej w świecie wtedy o tym nie myślę.
Adam przygląda mi się wnikliwie, ciemne oczy nurkują przez chwilę w moich, odwdzięczam się tym samym, powietrze między nami zaczyna pęcznieć od emocji. Znowu mam gęsią skórkę, jestem zdziwiona zarówno swoją reakcją jak i zachowaniem Adama. Czuję się jak wtedy, gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy, a hałas przy stole był doskonałym pretekstem, by mówić sobie wszystko wprost do ucha, wyeliminować dystans, niechcący dotykać się policzkami.
- A może takie momenty są bliższe śmierci? Jak na przykład bardzo silny, fizyczny ból. – Słowa Adama sprawiają, że znowu jestem z nim tutaj, dzisiaj, w kawiarni, o kilka lat starsza, z szarym dniem za oknem. Odkochana. Dojrzalsza. Inna.
Mrugam skonsternowana tą osobliwą przeplatanką emocji i następujących tuż potem rzeczowych pytań. Wygładzam dłonią brzeg obrusa, skupiam myśli.
- Bardzo silny ból chyba może sprawić, że w tęsknocie za ulgą pragniemy śmierci – zgadzam się z nim. – Ale, czy to znaczy, że nie czujemy się wtedy bardziej żywi? To tak, jak z płaczem.
- A może po prostu czujemy się bardziej żywi po ekstremalnych przeżyciach, nie w trakcie ich doświadczania – zastanawia się głośno. - Przecież jeśli uda się nam przetrwać silny ból, czujemy życie każdą komórką ciała.
- Może – potakuję i od razu stawiam kolejne pytanie - A bardziej subtelne doznania?
- Czyli?
– Na przykład uspokajający szum wiatru między gałęziami drzew, kolacja z przyjaciółmi w ulubionej restauracji, albo zwyczajny, ale ubezwłasnowolniający zapach świeżo zmielonej kawy?
- Piosenka, która porusza, morze szumiące i pachnące jodem. - Adam kończy za mnie bawiąc się łyżeczką. – Chyba wszystko co pobudza nasze zmysły w jakiś sposób sprawia, że czujemy się żywsi – uśmiecha się. – Zapach ukochanej osoby, dotyk...
- Albo intymna rozmowa z nieznajomą na urodzinach swojej dziewczyny. – Znowu wracam do tamtego wieczoru, ale nie mogę się powstrzymać.
- Nieznajomą, która jest dzisiaj moją najlepszą przyjaciółką – Adam dokańcza pośpiesznie a ja splatam nerwowo dłonie.
Kelner podchodzi i pyta, czy podać coś jeszcze. Adam zamawia kolejne espresso, ja wodę mineralną.
- Taniec? – pyta znienacka i w pierwszej chwili myślę, że proponuje mi wspólny taniec tu i teraz, w tej kawiarni, między stolikami. Dopiero po chwili dociera do mnie, że pytanie jest kontynuacją naszej rozmowy. Tylko, że nagle jest mi trudno do tej rozmowy powrócić, powiedzieć mu otwarcie, że taniec jest dla mnie doznaniem równie silnym, jak ból czy seks. Że w tańcu jestem rytmem, kochając się jestem ekstazą, czując ogromny ból staję się cierpieniem. Jak wtedy, gdy tańcząc z Adamem na jego ślubie, kiedy z rozpaczy pękało mi serce. Myślę teraz, że w takich momentach nie czułam się bardziej żywa, bo emocje we mnie były zbyt silne, by o tym myśleć. Myślę też o tym, że z czasem wszystko, co ożywiało mnie bólem lub szczęściem, przemijało, płowiało, ustępując miejsca nowym ekscytacjom i doznaniom.
Zerkam na Adama. Jego spojrzenie jest znowu chłodne, rzeczowe, jak na początku spotkania. Odnajduję w nim jedynie ciekawość odpowiedzi. Może tylko mi się przed chwilą wydawało, że wróciły do nas dawne emocje?
- Taniec także potrafi być podróżą do innego wymiaru – mówię po chwili. Patrzę na dobrze znaną mi twarz naprzeciwko.
„Przecież to tylko Adam. Mój Adam. Bratnia dusza. Przyjaciel” – zapewniam samą siebie i dokańczam myśl:
- Aby poczuć się bardziej żywą potrzebuję udziału świadomości. To dzięki niej się na chwilę zatrzymuję i definiuję uczucia. Czuję radość bądź smutek z uświadomienia sobie, że jestem tu i teraz. W danym momencie. Że żyję.
Adam słucha i potakuje. Potem wygląda przez okno i przygląda się łysym drzewom.
- Świadomość wzmaga refleksyjność – mówi bardziej do świata za oknem niż do mnie. - Refleksyjność uczula na to, co dla nas istotne, a to, co dla nas ważne sprawia, że czujemy się bardziej żywi – podsumowuje.
Uśmiecham się. Jestem pod wrażeniem jego słów.
- Jest jeszcze perspektywa końca życia. - Rozkręcam się na nowo. - Myśl, że mnie tu kiedyś nie będzie, by doświadczać, poznawać, chłonąć – kończę. Spoglądam na Adama i coś się znowu we mnie bardzo cieszy, gdy na niego patrzę. Czuję się o wiele bardziej żywa niż przed godziną, kiedy szłam szarym światem na spotkanie. Uderza mnie myśl, że uczestniczę właśnie w momencie, o którym rozmawiamy i to mnie uskrzydla, uszczęśliwia, przyprawia serce o szybsze bicie.
Rozglądam się uważnie po kawiarni, delektuję szumem rozmów, aromatem kawy i ciasta, uśmiecham się w końcu do Adama i wiem, że czuje podobnie.
- Adam? – odzywam się po chwili.
- Tak?
- A czy ja sprawiam, że czujesz się bardziej żywy?
- Oczywiście - odpowiada natychmiast. Uśmiecha się szeroko.
„Dlaczego więc wtedy wybrałeś ją?” – krzyczy gdzieś we mnie tamta rozgoryczona i zakochana dziewczyna sprzed lat. Wielokrotnie rozkładane na czynniki pierwsze pytanie znowu ciśnie mi się na usta, ale powstrzymuję się.
Czy na pewno chcę usłyszeć odpowiedź? Spoglądam najpierw na niego, potem za okno. Od lat ożywiamy się nawzajem i zawsze na chwilę podczas sporadycznych spotkań. Poruszamy wszystkie tematy, cieszymy się sobą. Czy nie dzieje się tak, bo jest między nami wciąż coś niedopowiedzianego i niedookreślonego? Tajemnica i magia, które w sobie pielęgnujemy i dzięki którym rozmowy są zawsze pełnokrwiste a spotkania wyraziste i intensywne? Patrzę na Adama, delektuję się wspólnym momentem i chyba wolę myśleć, że dlatego nurkujemy w codzienność z innymi ludźmi, aby tego, co dla nas w sobie najcenniejsze i najdroższe, nie utracić i nie zabić rutyną.








(33)
(4)

Juz nie moge doczekac sie kolejnych opowiadan ;)
Gratuluję talentu przelewania myśli na papier (niezależnie czy tradycyjny czy wirtualny), a także wygranej. Według mnie, należy Ci się bez dwóch zdań. :)