Krzyż Walecznych - Artur Boratczuk

Krzyż Walecznych

Artur Boratczuk


Data dodania: 2011-05-09 08:06:49
163 wyświetleń





Ta publikacja brała udział w konkursie pisarskim!
A A A

      Marchewki w tym roku stary Kubica postanowił siać więcej niż zwykle. Zwykle siał dwa rządki, ot tyle, co do rosołu na niedzielę i żeby, jak żonusi się zechce, było z czego zrobić sałatkę na Wielkanoc. Piwnicę miał dobrą, poniemiecką, wszystkim woda podchodziła, a u niego zawsze sucho i marchewka mogła leżeć i leżeć, nawet i dwa lata. Dobrze mu było w tej piwnicy, urządził się jak lord, miał lodówkę, praleczkę, kibelek i trochę gratów do spania i siedzenia. Tylko prądu do żarówek trzeba było palić bez przerwy, bo żadnego okienka nie miała. I te rachunki za prąd coraz bardziej go trwożyły. Na lekarstwach trzeba było oszczędzać, na książkach (a co w piwnicy robić jak nie czytać?) i nawet żona, jak szła do kościoła to się wstydziła, bo na tacę dawał jej tylko złotówkę, a nie dwa złote jak kiedyś.

      Wychodził z piwnicy najwyżej na godzinę dziennie między 14 a 15, kiedy w radio ludzie dzwonili w ważnych sprawach życiowych. Ale poza tym cały czas musiał sobie świecić.

      Z tych rozmów w radio dowiedział się, że znowu wszystko drożeje, zwłaszcza zielenina i pomyślał ubić jakiś interes. Marchewkę sprzeda się sąsiadom mniej zaradnym albo zaganianym, którzy czasu nie mieli na pielenie i ledwo trawnik raz na dwa tygodnie kosili. Swojską marchewkę każdy kupi, a już od bohatera wojennego na pewno. Jak się jeszcze rozejdzie, że Kubica do każdego pęczka dorzuca trochę wieści z kosmosu, to się nie opędzi.

      Siał akurat dwunasty rządek, już prawie ar tej marchwi było, kiedy Burek zaczął szczekać. Przez furtkę ładowało się jakichś dwóch w garniturach i kobita.

      - Urząd skarbowy!!! - Kubicowa, z natury strachliwa, zaczęła się trząść. - Jeszcze jednej marchewki nie sprzedałeś, nawet nie wzeszła, a już domiar. Gorzej jak za Gomułki. Jak tu żyć?!!- lamentowała.

      - Nie becz - uspokoił ją - słyszałem, w radio mówili, że do emerytury dorobić można płodami ziemi bez żadnych podatków. A do wojennej to już na pewno. W końcu po co ja ten niemiecki czołg rozwaliłem?

      Kubicowa uspokoiła się trochę na te słowa, a kobieta, która towarzyszyła elegancikom, przedstawiła ich:

      - Panowie są z Ameryki, poszukują, SETI, ja jestem tłumaczką.

      - Sety? Ale u nas tylko marchewka i to dopiero na jesień!!! Bimber pędzi Janicki na końcu wioski - Kubicowa starała się wyjaśnić nieporozumienie.

      - Mam trochę siwuchy w piwnicy. Skocz i przynieś kieliszki. Na ten upał sam był setę walnął. Gość w dom, Bóg w dom.

      - Ja ci dam siwuchy!!! W twoim wieku?!!! Z twoim ciśnieniem?!!! Ponad osiemdziesiątka na karku a ten by tu się spijał w samo południe!!!! - skoczyła Kubicowa.

     - Search for Extra-Terrestrial Intelligence - rzucił wyższy z Amerykanów

      - Panowie szukają pozaziemskich cywilizacji - szybko objaśniła tłumaczka, bojąc się międzynarodowego skandalu.

      Kubicę tknęło coś, ale Kubicowa była szybsza:

      - W naszej gminie o takowe ciężko, może w powiecie by zapytali?

      - Mister Kubica? - spytał wyższy z Amerykanów, widać śmielszy.

      - No chyba można tak powiedzieć...- nieśmiało przytaknął Kubica.       Amerykanin zaczął trajkotać, tłumaczka ledwo nadążała z tłumaczeniem:

      - Panowie dowiedzieli się o panu przypadkiem, z dokumentacji medycznej i pogłosek, które do nich dotarły. Tak ich to zaintrygowało, że chcą trochę porozmawiać i zadać kilka pytań.

      Kubica słuchał w skupieniu, ale nagle rzucił motykę i złapał się za głowę.

      - Lista przebojów!!! - krzyczał z obłędem w oczach. - Do piwnicy!!! Szybko!!! Bo zaraz będzie Doda!!!

      I rzucił się biegiem do swojej piwnicy.

      - Jak macie gadać, to idźcie za nim. Dzisiaj już nie wyjdzie. Ja tu sobie marchewkę spokojnie skończę. Ja tam nie schodzę, grzybem i wilgocią śmierdzi, choć stary czaruje, że sucho i mnie na noce zaprasza. Nie powiem, że czasem nie zajdę... - wdawała się w szczegóły zerkając na młodszego z Amerykanów, który z profilu był podobny do jednego aktora z telewizji, i lekko się przy tym czerwieniła, ale machnęła ręką i chwyciła za haczkę widząc, że trójka gości zmierza już za Kubicą.

      Kubicę rozbolała głowa, jak zawsze, gdy nie zdążył w porę zejść pod ziemię i leżał na tę okoliczność na tapczanie. Leżał na wznak i patrzał na Krzyż Walecznych zawieszony na makatce nad łóżkiem. Patrzenie na ten krzyż zawsze mu dobrze robiło. Znów czuł się młody i zdrowy, jakby cofał się w czasie o te sześćdziesiąt parę lat. Wyskakiwał z okopu, gdzie wszyscy skuleni czekali na śmierć i ciskał granatem w tygrysa sunącego na jego oddział, a czołg stawał w płomieniach i wyskakiwali z niego pancerni koszeni z pepeszy przez kubicowych towarzyszy, którym wyczyn Kubicy dodał skrzydeł i rzucili się do ataku odpierając natarcie doborowej jednostki Wehrmachtu. Nieprzytomny Kubica z raną w głowie padł tuż obok zniszczonego przez siebie czołgu.

      - Od kiedy to się zaczęło?- tłumaczka przełożyła pytanie wyższego.

      - Z głosami? - upewnił się się Kubica, choć nie miał wątpliwości, o co im chodzi.

      - Z głosami- potwierdziła tłumaczka słowa Amerykanina.

      - Jakoś jak Stalin zmarł. Wolna Europa zaczęła wtedy chyba silniej nadawać i wtedy pojawiły się te głosy.

      - Chwalił się pan tym?

      - Jednemu się pochwaliłem i już na drugi dzień milicja po mnie była. Zawsze wiedziałem, że Stelmachowicz to kapusta - Kubica chciał splunąć dla potwierdzenia swoich słów, ale bał się gości oślinić, bo otoczyli go ściśle, nawet przysiedli na tapczanie.

      - Wtedy pana zaczęto badać?

      - Wtedy. Wzięły mnie w obroty wszystkie profesory z Warszawy i kilku ruskich. Parę miesięcy eksperymenty robili.

      - Jakie eksperymenty?

      - Myśleli, że ja mam radio gdzieś w kieszeni ukryte, takie malutkie, i słucham, a potem mówię, co słyszałem. To mnie rozbierali do naga i zamykali w różnych pomieszczeniach. A ja im na bieżąco mówiłem, co Wolna Europa nadaje. Potem mnie prześwietlili i zobaczyli ten odłamek w głowie. Proszę pana, ja ledwo przeżyłem, trzy czołgi hitlerowskie zwalczyłem i tak mnie szrapnel przy tym trafił, że ledwo mnie odratowali!!! Bały się łapiduchy wyciągać ten szrapnel z mojej głowy, bo w mózg się wbił i czekali tylko aż się przekręcę. Krzyż to, panie, za te cztery czołgi, ja oficjalnie pośmiertnie dostałem, bo myśleli, że oczu już nie otworzę. A otworzyłem i wyzdrowiałem po pół roku. Ale już koniec wojny był, na front nie było po co wracać, to mnie władza za te pięć czołgów i za to że przeżyłem dom i rolę dała.

      - Tak, to godne podziwu. Ale może pan się skupić bardziej na tym odłamku?

      - No co, odłamek jak odłamek, trzy centymetry długi, centymetr szeroki, ostry, wbił się i widać jakoś się z jakimś nerwem zrósł, że zaczął robić za antenkę jak przyszła pora na antenki. Tak w każdym razie jakiś ruski profesor wykoncypował.

      - Czy oprócz Wolnej Europy odbierał pan też inne sygnały?

      - Wtedy nie, tylko Wolną Europę. Choć u Maciejaków na górce łapałem czasem Głos Ameryki, ale rzadko. Te ruskie chcieli na mnie eksperymenty dalej robić i sprawdzać, czy przez tę antenkę, to jest odłamek, nie da się do mnie coś nadawać, np. żebym wstał, szedł przed siebie, machał sztandarem, robił czyny społeczne, bił rekordy wydajności pracy i takie tam. Budowali jakieś ustrojstwa i coś do mnie nadawali, ale ja nic nie odbierałem. Może na innych potem to dalej ćwiczyli, bo podsłuchałem, jak kombinowali, żeby paru takie antenki wszczepić sztucznie, dłuższe i trochę w innym miejscu, bardziej na czole. Nie wiem dokładnie, co z tego wyszło. Ja się wypisałem, bo stara moja chryi narobiła, jeździła po sekretarzach i się skarżyła, że kombatanta, bohatera w szpitalach trzymają, a w polu robić nie ma komu. W końcu mnie puścili.

      - I jak się pan czuł w miarę czasu?

      - Wyśmienicie!! A jak już tę wieżę w Gąbinie pobudowali i zacząłem odbierać jedynkę to miód malina!!!- Kubica wyraźnie się ożywił. Ból głowy mu przeszedł, ale leżał sobie dalej ze zbolała miną, bo przyjemnie mu było jak go tak otaczali i słuchali. - Szedłem orać i od rana do wieczora jak na koncercie. Proszę pani!!! I panów - zmitygował się widząc, że tłumaczka ledwo nadąża z przekładem. - Co to były za czasy!!! Czerwone Gitary, Santorka, Połomski!!! W lecie Opole całe słuchałem przy żniwach i cały Sopot!!! Pust wsiegda budiet sonce... - zanucił rozmarzony. - Na Lato z radiem to budziłem się z samego rana, żeby niczego nie przeoczyć. Stara do mnie z mordą, a ja tylko tak, tak i słuchałem sobie wszystkiego prosto w mojej głowie.

      - Taaak, ale słyszał pan coś jeszcze oprócz radia....? - Kubica najeżył się trochę, ale dobrze mu się gadało, więc gadał dalej:

      - W siedemdziesiątych latach, po zimie stulecia, gdzieś w 1979 zacząłem słyszeć ICH.

      - W jakich okolicznościach to się zaczęło?

      - Normalnych. W sobotę popiłem u Janickiego, naprawdę polecam, zajdźcie, takiego bimbru w całym województwie nie uświadczycie!!! W niedzielę wstałem, żeby posłuchać spokojnie koncertu życzeń. A tu pustka w głowie, tylko kac. Łeb mnie pękał, wydudniłem trzy słoiki kwaszonych, a w głowie dalej pusto. I nagle taki świst, tertolenie jakieś, pikanie, a potem głos, jakby z najdalszej dali.

      - Co mówił?

      - Różne rzeczy i, nie powiem, bardzo grzecznie, zawsze panie Kubica to, panie Kubica tamto.

      - Ale dokładnie co?

      - To było wiele lat mówienia, ja przecież wszystkiego nie pamiętam!!!

      - Ale ogólnie chyba pan pamięta?

      - Pewnie że pamiętam. Kto by nie pamiętał? Jak zaczynał mówić, to jakby mnie w głowie paliło, jakąś moc mieli. Mówili że są z Andromedy, wiedzą o nas, że są pokojowo nastawieni i znaleźli mnie w kosmosie dzięki swojej technice, bo u nich ludzie, znaczy ludzie, ONI, już dawno nie mówią tylko sobie myśli od razu przekazują z głowy do głowy.

      - Chcieli coś od pana?

      - Konkretnie nic. Jeden raz chciał jakby parę złotych pożyczyć, bo tak się zgadałem z nimi o pieniądzach, a nie rozumiał niby co to jest, he, he.... Ale się wymówiłem, że wszystko na nawozy poszło i może po żniwach, jak kontraktację sprzedam. A później jakoś nie nalegał już, one są bardzo taktowne.

      - Czy coś panu przekazywali?

      - Ba, wiercili mi we łbie parę lat!!! Kazali wszystko zapisywać i dyktowali godzinami!!!

      - Zapisywał pan?!!! - w końcu niższy się czymś podekscytował.

      - Pewnie że zapisywałem, spróbowałbym nie zapisywać... Wszystko drobnym maczkiem. Dyktowali jakieś wzory, niby na energię, rysunki całe różnych maszyn i urządzeń, schematy i różne różności.

      - Ma pan te zapiski?

      - Co mam nie mieć? Leżą gdzieś w pudle, za komodą. - Wskazał mebel przytargany z góry, stojący w kącie piwnicy. - Pani sięgnie, na lewo. - Tłumaczka wstała z tapczanu i wyjęła zza komody kilkanaście grubych brulionów.

      - Można? - Złapał je od razu niższy z Amerykanów.

      - A proszę.

      Amerykanin wertował bruliony. Z każda kartką jego oczy robiły się coraz większe, poczerwieniał, ledwo łapiąc oddech wykrztusił:

      - Ależ to przełomowe informacje!! One mogą pchnąć los ludzkości na zupełnie nowe tory, wprowadzić nas na  niewyobrażalny teraz poziom technologiczny!!!!

      - Ja tam się nie znam - stęknął Kubica podnosząc się w końcu z pozycji na wznak do półsiedzącej. - Kazali pisać to pisałem. I tak nie dla mnie miało być, tylko niby dla całej ludzkości. Chcecie, to bierzcie. Już i tak kłopoty z tego tylko miałem. Jak był stan wojenny, chciałem to gdzieś wysłać, do jakiejś gazety, ale mnie zaraz wzięli na przesłuchanie że szpieg. Na szczęście nic z tego nie rozumieli i oddali. A ludzie to się ze mnie śmieli, że z kosmitami rozmawiam.

      - Naprawdę mógłby pan nam to podarować?

      Kubica przybrał odrobinę bardziej oficjalny ton:

      - No, jakbyście z góry zaabonowali dwa wiadra marchwi, to wtedy mógłbym wam to podarować.

      - Ile za tę marchew? - spytał niższy.

      - Teraz jest tania, ale jesienią... Mówią, że spekulanci na cenach grają, ropa idzie w górę, to i marchewka pójdzie. Jak ropa idzie, to marchewka zawsze też... - targował się Kubica.

      Amerykanin wyjął 3 banknoty po 100 dolarów każdy.

      - Starczy za te dwa wiaderka?

      - Co ma nie starczyć... - Szybko, żeby się nie rozmyślili, Kubica schował pieniądze.

      - To my już się pożegnamy. - Amerykanie nie mogli już usiedzieć. Pożegnali się i wyszli. Niski przyciskał bruliony do piersi jak największy skarb. Kubica patrzył na to bez zdziwienia. Ludzkość musi kiedyś poznać i zrozumieć inne cywilizacje. Jeśli jemu pisane było w tym jakoś pomóc, to zrobił co mógł, a że trzysta dolarów przy okazji wpadło, to tylko się cieszyć. Chętnie wyszedłby na dwór, wziął starą do sklepu i kupił jej jakąś chustkę, posiedzieliby przed domem do zmroku, patrzeli jak słońce chowa się za polami. Ale nie mógł się ruszyć ze swojej piwnicy o tej porze. Odkąd wolność nastała, tyle w powietrzu stacji zaczęło nadawać i z taką siłą, że głowa mu od tego pękała. A ta najsilniejsza, którą najczęściej na podwórka łapał, taką muzykę grała, że nie mógł ani minuty słuchać. Samo wycie i wrzask, dudnienie jedno wielkie. To już nie na jego głowę. Tylko do piwnicy żaden sygnał nie docierał, tylko tutaj mógł być sobą, mieć swoje myśli. A i jeszcze wczesnym popołudniem dało się wyjść na godzinkę, kiedy ta stacja nie grała w kółko muzyki, tylko ludzie dzwonili i opowiadali o swoim życiu. Tego mógł jeszcze posłuchać, choć, prawdę powiedziawszy, co oni teraz mieli za życie...

      - Pan Kubica?- wyrwał go z zamyślenia jakiś męski głos. Po schodkach w głąb piwnicy schodził znów jakiś ubrany w garnitur elegancik. Ale żaden z tamtych i do tego po polsku gadał, a nie po amerykańsku.

       - Jam jest - potwierdził.

      - Pan ma w głowie tę antenkę i odbiera radio?

      - Zgadza się - dostojnie odparł Kubica. - To się zaczęło w 1944, jakem sześć faszystowskich czołgów jednym granatem rozwalił. O, ten krzyż to jest za to - wskazał swoje odznaczenie. - Odłamek mi wtedy w głowie utkwił i tak jakoś po śmierci Stalina...

      - W 1953? - wtrącił ze znawstwem nowy gość.

      - Tak, w 1953 zmarł, i wtedy zacząłem odbierać radio. Ach, co to były za czasy, Czerwony Gitary, młody Krajewski, Santorka, Połomski, potem głosy - Kubica recytował w najlepsze mając nadzieję, że dzisiaj jego szczęśliwy dzień, że tyle marchwi zaabonują, że ogródka mu nie starczy na jej sianie.

      - Proszę tu podpisać. - Mężczyzna w garniturze nie słuchał jednak zbyt dokładnie tego, co Kubica miał do powiedzenia i podsunął mu pod nos jakiś urzędowy kwitek.

      - Co to jest? - obruszył się Kubica.

      - Nakaz płatniczy. Od roku 1953, przez 58 lat, nie płacił pan abonamentu radiowo-telewizyjnego za odbierane programy. Nazbierało się tego z odsetkami, panie Kubica, oj nazbierało.....     

Zaloguj się aby dodać komentarz

Autor: kamil29 Dodano: 2011-05-05 11:19:16
Świetny tekst!!! Uśmiałem się jak dawno się nie uśmiałem. A puenta BOMBA!!!
Autor: majkel Dodano: 2011-05-06 19:46:46
świetnie się to czyta, dobra rozrywka :) polecam
Autor: Asiapio Dodano: 2011-06-03 16:20:58
Niesamowity pomysł, duża dawka humoru i rewelacyjna puenta:) Super!