Miała tyłek w jabłko. Jeśli jest jakaś rzecz, której mogę być pewien to właśnie ta, że miała tyłek w jabłko. Stałem zaledwie dziesięć metrów od niej, podczas gdy ona pochylała się nad upuszczonym długopisem. To było na uczelni; tam widywałem ją najczęściej. Patrzyłem się jak kretyn na jej wypiętą, cudowną pupcię i uśmiechałem pod nosem myśląc o… zresztą nieważne. Wtedy podszedł do mnie Paweł; przypominający kształtem bałwana, kolega z grupy, wiecznie śmierdzący papierosami lub alkoholem i zarazem jeden z nielicznych, z którymi można było porozmawiać o czymś wybiegającym poza politykę i ekonomię.
- I w co się tak wpatrujesz?
Ruchem głowy wskazałem obiekt pożądania i oczekiwałem reakcji.
- Fajna dupa – zauważył – Tylko szkoda, że w gruszkę… wolę te w jabłko.
- Przecież ona jest w jabłko.
- Co ty dajesz, to typowa gruszka – Paweł posiadał niesamowitą umiejętność przywoływania różnych sytuacji lub rzeczy, które zawsze pomagały mu w prowadzeniu dyskusji – Zobacz na tamtą laskę – wskazał cycatą blondynkę, której nigdy wcześniej nie widziałem – to jest typowa laska w jabłko, a ta twoja to gruszka jak się patrzy. Mnie nie oszukasz.
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem i jeszcze raz zmierzyłem spojrzeniem tę dziewczynę. Jak dla mnie nadal miała tyłek w jabłko.
- Co ty tam wiesz… To typowe jabłko.
- TO jest typowe jabłko – znowu wskazał cycatą blondynkę
- Okej, niech będzie, że nie typowe jabłko, ale też jabłko.
- Gruszka.
Machnąłem ręką i żachnąłem się. Paweł widząc to zawołał Radka; chudego patyczaka w okularach, i pokazał mu blondynkę, a później tą drugą, której kształt tyłka próbowaliśmy właśnie ustalić.
- Widzisz te dwie laski?
- Widzę – potwierdził Radek
- To która z nich ma tyłek w gruszkę, a która w jabłko?
- Ta ma w jabłko, a Marta w gruszkę.
- Marta? – zdziwiłem się
- Marta. Tak ma na imię.
- Skąd wiesz?
- Jest ze mną w grupie – Radek poprawił okulary – To gruszka, ale bardzo fajna gruszka.
Miałem tego dosyć; czułem się jakby ktoś chciał nagle wmówić mi, że pomarańcza wcale nie jest pomarańczowa albo, że kwadrat nie ma równych przekątnych. Potrafię chyba jeszcze odróżnić jabłko od gruszki! Wtedy Paweł widząc, że jeszcze mnie nie przekonał zaczął rozglądać się po korytarzu. Podszedł do jakiegoś chłopaka, który wyciągał akurat gruszkę z torby i pożyczył ją od niego. Jakbym ja potrzebował gruszki to na pewno nikt by jej nie miał, a nawet jeśli to tylko jakąś zniekształconą. Paweł wręczył mi gruszkę i powiedział:
- Sam zobacz
Przez chwilę patrzyłem na niego nieufnie, po czym wziąłem gruszkę i ustawiłem tak, aby zasłonić nią Martę. Oba kształty wcale nie zlały się ze sobą; Marta wystawała trochę biodrami poza gruszkę.
- Okej, no to popatrz sam.
Podałem gruszkę Pawłowi. Zamknął jedno oko krzywiąc się przy tym jakby jadł cytrynę, lub pił spirytus. Przyglądał się jej chwilę, po czym pokiwał głową.
- To jest gruszka. Jak nic gruszka.
- Z tym, że fajna gruszka – wtrącił Radek – Jak chcecie, to mogę was z nią poznać. Jutro idziemy do Pinokia, Marta na pewno też wpadnie.
To była ciekawa propozycja, a zarazem szansa na zmianę tematu. Szansa, którą wykorzystałem odkładając jednocześnie spór na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Dla mnie Marta pozostawała nadal dziewczyną z tyłkiem w jabłko.
***
Pinokio to taki klub studencki, gdzie można spotkać praktycznie każdego ze swojej uczelni. Jest to zarazem spory plus, jak i problem, jako że czasami wolałbym, żeby moje wybryki pozostały jedynie w mojej niepamięci.
Był tłok, trudno było dopchać się do baru, ale w końcu się udało. Kiedy zamawiałem piwo nie planowałem jeszcze niczego; nie byłem nawet pewien czy w ogóle ją tam spotkam. Wtedy właśnie usiadła obok mnie; z przyzwyczajenia zmierzyłem ją spojrzeniem, jednak kiedy zorientowałem się, że to Marta straciłem trochę pewności siebie.
- Siema – powiedziałem
- Cześć. Jesteś z tego samego wydziału co ja, prawda?
Przytaknąłem
- Widziałam cię wczoraj. Gapiłeś się na mój tyłek.
Nie będę wdawał się w szczegóły dalszej rozmowy; musiałbym zdradzić super tajne techniki podrywania lasek… Choć tak naprawdę myślę, że to ona mnie poderwała.
W każdym razie skończyło się w loży, w jednym z zakamarków lokalu stworzonych z myślą o takich jak my, lub przez przypadek. Całowaliśmy się niemal leżąc na siedzeniach, a moje ręce krążyły gdzie trzeba. Tam gdzie nie trzeba też trochę i tak błądząc trafiły w końcu na upragnioną pupcię.
Po tym jak się zapomniałem i przez dłuższy czas nie zdejmowałem rąk z tych wspaniałych krągłości odsunęła swoje usta od moich. Nie byłem pewien czemu więc przyjrzałem się jej twarzy. Była zadowolona, uśmiechała się i patrzyła mi w oczy.
- Podoba ci się mój tyłek, co?
- Tak – powiedziałem i pomyślałem, że przydałoby się powiedzieć coś miłego na ten temat, jako, że była wyraźnie dumna ze swoich krągłości – Masz najpiękniejszy tyłek w gruszkę, jaki kiedykolwiek widziałem.
I to był koniec. Nagle zrobiła się zimna, twarz jej skamieniała, a uśmiech poszedł na piwo. Albo nie; poszedł na tanie wino marki Mustak.
- W gruszkę? – Głos miała lodowaty; widocznie jej głos nie był jeszcze na Mustaku – Sam jesteś kurwa w gruszkę, ja mam tyłek w jabłko.
Wstała, poprawiła ubranie i poszła. Nie wiem gdzie, ale na pewno nie do najbliższego monopolowego po Mustaka. Skąd wiem? Bo ja tak zrobiłem.
***
Wracając do domu głowiłem się, czemu do cholery powiedziałem jej, że akurat w gruszkę… Przecież z całego świata, oprócz niej tylko ja jeden wiedziałem wtedy, że jej tyłek jest w jabłko. Masakra.
Następnego dnia spotkałem Pawła na korytarzu mojej uczelni. Był zamyślony i widać było, że zastanawia się nad czymś naprawdę ciężkim. W ręku trzymał jabłko, a jego wzrok wyraźnie wycelowany był w Martę. Podszedłem i przywitałem się roztaczając wokół siebie alkoholową aurę w postaci nieprzyjemnego zapachu, co jednak ani trochę Pawłowi nie przeszkadzało.
- Wiesz co, ty chyba miałeś rację. Ona rzeczywiście ma tyłek w jabłko – powiedział i podał mi trzymany w ręku owoc – Zresztą sam sobie zobacz…
- Wal się – powiedziałem i beznamiętnie wbiłem swoje zęby w jabłko.








(11)
(2)
