Wampirzy dziennik cz. 1  - Francois Kwiatkowski

Wampirzy dziennik cz. 1

Francois Kwiatkowski


Data dodania: 2011-10-25 17:15:25
58 wyświetleń





A A A

(Kolejna porcja mojego "talentu" do opowiadań. Za ew. błędy - przepraszam.)

 

PROLOG
 Otworzyłem oczy. Przynajmniej tak mi się wydawało, gdyż jak otwierałem i zamykałem powieki widziałem tylko jednolitą ciemność. Nie mogłem się podnieść, coś było nade mną, jakaś płyta. Chciałem dokładnie ją zbadać, ale kamienne ścianki po bokach uniemożliwiały mi to. Byłem...w trumnie? W jakiejś kamiennej. Nagle poczułem ostry ból w głowie i zamknąłem oczy. Ból trwał moment, gdy już otworzyłem oczy, nie widziałem ciemności, tylko jasną pokrywę kamiennego "łoża wiecznego spoczynku". Widziałem w ciemnościach, a w każdym razie ta umiejętność odświeżyła się. Kolanami i dłońmi odrzuciłem wieko z grobu i rozprostowałem kości. Zobaczyłem, że jednak ktoś złożył kilka darów w grobowcu krwiopijcy. Drwiące myśli przelatywały mi przez głowę. W grobowcu była regenerująca mikstura, kilka złotych monet oraz miecz typu tasak, niewielki. Broni nie potrzebowałem, wziąłem tylko miksturę i monety. Zacząłem starać się wyważyć lub rozbić płytę zastawiającą wejście grobowca. Zanim zdążyłem uderzyć, całe ręce i ich mięśnie zabolały mnie tak jak oczy. Czyżby kolejna umiejętność? Siła? Naparłem na blokadę 3 razy, bez skutku, wziąłem większy rozbieg i trach! Przeszkoda pękła a ja wydostałem się. Grobowiec był w lesie, ale widziałem ścieżkę obok jeziora. Pierw swoje kroki skierowałem do jeziora i umyłem się przy pięknej pełni księżyca. Pewnie dlatego, że była pełnia się zregenerowałem akurat teraz, 100 pełni potrzeba do zregenerowania wampira, przynajmniej po próbie likwidacji przez ten sposób, jedynie przebiciem serca, ale co wieśniacy mogli o tym wiedzieć... Tak, zabili mnie chłopi po tym, jak zamordowałem i wyssałem krew z ich wójta. Zapewne pochowała mnie dziewczynka, która przychodziła dokładnie o północy nad to jezioro żeby ze mną porozmawiać. Miała może z 14 lat. Doliczając te 10 lat, ja 755. Kiedy już się umyłem, zauważyłem, że księżyc zachodzi. Musiałem szybko znaleźć jakieś ciemne miejsce. Poszedłem kamienną ścieżką, omijając wieś. Na razie. Byłem głodny, ale to dało się zdzierżyć, ważniejsze było miejsce do odespania w dzień. Miałem szczęście, po jakimś czasie znalazłem zbutwiałą, starą willę. Wszedłem do niej, były schody w górę i zejście do piwnic. Wszedłem na górę i przez okno zobaczyłem słońce. Cholera, słońce! Cudem zobaczyłem trumnę leżącą pionowo pod kątem przy ścianie. Wszedłem do niej i zamknąłem wieko, zastanawiałem się, czy tu też jest wampir? Skoro jest trumna, wątpiłem, żeby stolarz mieszkał tutaj, w takim mrocznym miejscu. Tu musiał być wampir..Zasnąłem..
Noc 1
  Wstałem przed północą, księżyc jeszcze nie był w pełni. Przeciągnąłem się, i stwierdziłem, że to miejsce musi być opuszczone gdyż nikogo tu nie było przez cały dzień, usłyszałbym. Wyszedłem z willi i poszedłem na rozdroża. Pobłąkałem się kilka godzin po lesie, i zobaczyłem coś ciekawego.  W świetle księżyca i pochodni zobaczyłem wieśniaków z widłami, siekierami i pochodniami.
- Zabili nam szlachcica naszego. Nie ma go, znaleziony był w lesie, szyję miał poharataną. Wampir jaki albo archapanzjel. Może inna bestia. Tak czy siak, zabijemy! - krzyczał jeden z wieśniaków i uniósł w górę swoją broń, jaką był sierp. Reszta z okrzykiem bojowym także pounosiła swoje bronie.
Cofnąłem się z powrotem do jeziora, ale ktoś tam był. Na skale na brzegu siedziała dziewczyna. Dorosła, kobieta. Podszedłem bliżej. Twarz wydawała mi się znajoma..
- Alverta! To naprawdę ty? - Spytałem zszokowany.
- Kim jesteś? Zaraz.. Vyveh! Z elfickiego miasta Shapal!
- Jestem wampirem, nie pamiętasz? Elfy jedynie dały mi to imię i tytuł szlachecki za to, że zrobiłem coś ważnego dla ich miasta.
- Pamiętam, że jesteś wampirem. Jak dobrze cię widzieć. Pamiętam, że mówiłeś, iż przed spotkaniem z elfami nie miałeś imienia, ale pewnie tego nie pamiętasz, tak samo jak tego z tą ważną sprawą.
- Nie pamiętam..10 lat w grobowcu..To ty mnie pochowałaś?
- Tak, i oddałam kilka darów, nie masz miecza?
- Nie potrzebuję, chociaż może będe go teraz potrzebował, słyszałaś tamtą hołotę na rozdrożu?
- Tak, myślą, że ich szlachcica zabił archapanzjel i nie zdążył go zjeść albo wampir, przepraszam, musiałam tak zrobić, żeby tak wyglądało..
- To ty go zabiłaś? Szlachcica..Davina? Jedynego szlachcica w tej wsi?
- Tak, ojciec chciał, żebym za niego wyszła, ale nie chciałam bo to był brutal, pijak i bez przerwy by mnie zdradzał. Kilka razy go przyłapałam. Gdybym go zabiła bronią jego albo kogoś innego, podejrzewaliby, że to człowiek, a tak to zmasakrowałam go tak, żeby wyglądało to na robotę wampira lub innego nieludzia.
- Musiałaś go zabijać? Nie dało się inaczej?
- Jedno słowo na odpowiedź: Nie. Ale musisz się teraz ukrywać przed chłopstwem, zabiją każdego wampira w okolicy, chociaż nie ma ich zbyt wielu tutaj, a archapanzjeli jeszcze mniej.
- Racja. - potwierdziłem i spojrzałem na zachodzący księżyc i wschodzące słońce.
- Nie wiesz czyja ta stara willa w lesie?
- Jakiejś wampirzycy, ale zniknęła jakiś czas temu, możesz się w niej ukrywać.
- Dziękuję, przyjaciółko.
- Nie masz za co. Idź już, zaraz będzie słońce.
Posłuchałem jej i udałem się do willi. Zamknąłem się w trumnie i znowu zasnąłem.
Noc 2
 Dzień minął szybko, wyspałem się i wyszedłem z trumny. Było po północy. Poszedłem nad jezioro, moja przyjaciółka Alverta już tam siedziała. Płakała.
- Co się stało? - spytałem bez powitania.
- Rodzice mnie wydziedziczyli, twierdzą, że to ja zabiłam Davina albo wynajęłam wampira do brudnej roboty , chcę być wampirem, jak ty! - krzyknęła mi w twarz.
- Nie radzę.
- Naprawdę! Ugryź! - powiedziała i odsłoniła szyję.
- Na pewno?
- Tak!
- Będzie boleć.
- Wytrzymam!
- Na pewno.
- Nie denerwuj mnie! Gryź!
Pochyliłem się nad nią i zatopiłem kły w szyi. Krew była słodka, ledwo oderwałem się od szyi, smak krwi był niebiański. Gdybym wyssał jeszcze trochę krwi, umarłaby. Odsunąłem się. Zamknęła oczy i uniosła się w fioletowej aurze. Gdy otworzyła oczy, były puste. Potem zaczęły się rysować źrenice i czerwone tęczówki. Zęby stały się wampirze, skóra blada. Krzyknęła. Upadła na ziemię i była nieprzytomna przez jakiś czas. Z jej ust zaczęła płynąć krew. Pierw małymi strużkami, potem wypływało coraz więcej krwi. Wziąłem ją na ramiona i poszedłem drogą, którą wskazywał drogowskaz "Do medyka". Zapukałem łokciem do drzwi, inaczej nie mogłem. Otworzył mi krasnolud, z tasakiem w dłoni. Na pierwszy rzut oka, wydawało się, że jedyne co umie to amputacja, ale gdy ułożyłem świeżą wampirzycę na kozetce, rzucił kilka zaklęć i napoił ją różnorakimi eliksirami. Byłem zmęczony, dodatkowo słońce wstawało. Krasnolud pozwolił mi przespać się w jego piwnicy, Alvertę umieścił w trumnie dla wampirów. Zszedłem na dół, usiadłem na fotelu i pogrążyłem się w śnie.

Zaloguj się aby dodać komentarz

Autor: Raymann Dodano: 2011-10-25 21:10:19
Nadal za szybko wszystko opisujesz, poza tym powtarzasz niektóre wyrazy (krew z ich wójta krew) i piszesz nielogicznie (Pewnie dlatego, że była pełnia się zregenerowałem akurat teraz, 100 pełni potrzeba do zregenerowania wampira, 10 lat, przynajmniej "zabiciem" przez ten sposób, jedynie przebiciem serca, ale co wieśniacy mieli o tym wiedzieć) Ale sama fabuła mnie zainteresowała, pewnie dlatego, że lubię historie o wampirach (choć bardziej cenię wilkołaki xD) A, przemiana w wampira przypominała mi tą jaka jest w simsach 2.
Autor: Nemesis Dodano: 2011-10-26 10:47:53
"Byłem..w trumnie?" - poprawne interpunkcyjnie są tylko kropki i trzykropki, a po nich spacja oczywiście ;]
- w pierwszych kilku linijkach jest ogromne natężenie słów "kamienna trumna" i"widziałem w ciemności". Tak jakbyś tego w ogóle drugi raz nie czytał. A powinieneś. I to na głos.
"Zacząłem starać się wyważyć lub rozbić płytę zastawiającą wejście grobowca. Zanim zdążyłem uderzyć w płytę, całe ręce i ich mięśnie zabolały mnie tak jak oczy. Czyżby kolejna umiejętność? Siła? Naparłem na płytę 3 razy, bez skutku, wziąłem większy rozbieg i trach! Płyta pęknęła a ja wydostałem się." - a tu policz słowa "płyta", a przecież można ją było zastąpić zaimkami lub choćby słowem "wieko". No i nie "pęknęła" tylko "pękła".
"Pewnie dlatego, że była pełnia się zregenerowałem akurat teraz, 100 pełni potrzeba do zregenerowania wampira, 10 lat, przynajmniej "zabiciem" przez ten sposób, jedynie przebiciem serca, ale co wieśniacy mieli o tym wiedzieć.. " - to zdanie to zlepek faktów podanych nie wiem w jakim języku, ale na pewno nie poprawnym polskim ;p już prędzej "po zabiciu..." i oczywiście niepoprawny trzykropek.
"Tak, zabili mnie wieśniacy po tym, jak zabiłem i wyssałem krew z ich wójta krew." - zabić dwa razy w jednym zdaniu. A mogłeś zamienić mnóstwem ślicznych słów jak "zaszlachtować".
"miejsce musi być opuszczony" - E, miejsce musi być opuszczonE.
"słyszałaś tamtych wsiórów" - słowa godne arystokraty.
"Najwyraźniej nie" - najwyraźniej? tak się mówi, gdy tłumaczymy cudze zachowanie. A kto ma wiedzieć lepiej niż ona czy tak czy nie?
"- Racja. - potwierdziłem" - tu ważna lekcja więc uważaj: jeśli przed myślnikiem stawiasz kropkę to po myślniku jest z dużej. Jeśli nie stawiasz to po myślniku jest z małej. Przykładowo: "- Tak naprawdę zawsze marzyłem żeby zaszlachtować ją jak świnię. - Uśmiechnął się z satysfakcją i pogłaskał kota. - A ty?" LUB "- Jak myślisz - spytała. - Czy te plamy krwi pasują mi do firanek?"
"Rodzice mnie wydziedziczyli, twierdzą, że to ja ich zabiłam albo wynajęłam wampira, chcę być wampirem, jak ty! - krzyknęła mi w twarz." - zapewne ją wydziedziczyli zaraz po tym jak ich zabiła.
"- Na pewno!" - na pewno wykrzyknik? Brzmiałoby jak w Bobie Budowniczym "Damy radę!"
"Ta zamknęła oczy" - obyłoby się bez "ta".
"Z jej ust zaczęła toczyć się krew." - toczyć to się może piana. Krew nie. Chyba, że jest czerwoną pianą.
Czy aby na pewno w interesie krasnoluda jest produkowanie kolejnego wampira?

Opowiadanie jest już na pewno klasę wyżej niż to poprzednie. Tamto było powiedzmy na poziomie emo-gim, to już jest na poziomie funficków o Świecie Mroku ;p Jeszcze trochę i zaczniesz pisać coś, co czyta się z przyjemnością. Oczywiście pod warunkiem, że będziesz czytał swoje teksty przed wstawieniem. Samemu nie chce ci się ich czytać, a myślisz, że czytelnikowi będzie chciało? A fabuła? Nadal sztampowa ale już nie marysuistyczna i to jest duży plus. Wstaw w gildii, zobaczymy co inni na to powiedzą.
Autor: Magda Dodano: 2011-10-26 15:14:43
Cieszę się, że Nemesis zrobiła Ci dokładną korektę. Mnie też by korciło, ale nie wiem czy by mi się chciało, bo błędów wszelakich nagrzmocone, jak na wiejskiej łące krowimi kupkami.
Jak zwykle śpieszysz się, jakby Cię diabeł gonił, pomijasz wszelkie smaczki i jedynie "informujesz" czytelnika o tym, co się dzieje (a nie opowiadasz). Słowem, piszesz o rzeczach ważnych dla siebie, a nie ważnych dla nas. Cóż, prawdopodobnie taki masz już styl, którego się w żaden sposób nie zmieni.
I oczywiście, jak mówi Nemesis, nie czytasz tego co napisałeś przed publikacją tekstu. Śmiertelny błąd! Niektóre zdania są tak pokrętnie napisane, że nie idzie ich zrozumieć.
Mimo to jest na lepiej….
Aha… i ta przemiana w wampira. Naprawdę iście The Sims 2. Myślę, że opowiadanie wiele by zyskało, gdybyś nie wprowadzał tego typu „gadżetów”, bo dla poważnego odbiorcy są po prostu tandetne. Weźmy chociaż przemianę w „Wywiadzie z wampirem” - tam nie znajdziesz czarów marów, które wytryskują z palca.
Pozdrawiam i życzę coraz lepszego pismakowania :)