Marzenia się spełniają, my niekoniecznie - Rafał Wałęka

Marzenia się spełniają, my niekoniecznie

Rafał Wałęka


Data dodania: 2011-05-06 20:19:04
412 wyświetleń





Ta publikacja brała udział w konkursie pisarskim!
A A A

„Marzenia się spełniają, my niekoniecznie…”

Ewa

Ewa Mucha w młodości miała wiele marzeń. Kariera, dobra praca itd. Jednak uwieńczeniem, wierzchołkiem góry pragnień była miłość. Niestety Ewa była osobą niepełnosprawną. 30 letniej kobiecie na wózku inwalidzkim jest o niebo trudniej spełniać swoje sny i dążenia. Ciężej jest jej wspinać się po drabinie pragnień.

Ewa pracowała jako sekretarka w Urzędzie Gminy. Odbierała telefony, parzyła kawę, porządkowała dokumenty. Jednak nie o takim zajęciu marzyła po ukończeniu studiów wychowania fizycznego. Niestety, wózek ograniczał ją znacznie w sferze życia, marzeń czy właśnie nawet wyboru stanowiska zatrudnienia. Robiła więc to co musiała, wszak z czegoś żyć trzeba. Była skazana na swój los. Całe dni musiała spędzać przed komputerem. Czy tego chciała czy nie. W urzędzie była osobą bardzo lubianą. Dzięki otwartości, towarzyskości i urokowi osobistemu zjednywała sobie współpracowników jeden po drugim. Po powrocie do domu zawsze czekał na nią mąż, Piotr. Często jednak miała do niego pretensje o nadopiekuńczość. Zawsze udawało się jej to stłumić. Wygrywała z chęcią wygarnięcia mu tej wady.

-Wady? - pytała czasami samej siebie zdziwiona.

Nie chciała w żaden sposób zniszczyć tego, co tak długo budowała. Kochający, szanujący i wierny mąż – to miała, ale czy tego pragnęła? Wciąż czuła, że czegoś jej brak.

-Pustka?

Nie chodziło jednak o sprawność nóg… Nie, z tym już dawno się pogodziła…

Adam

Adam pracował jako informatyk w jednej z tych dużych firm, w których szef nie potrafił spamiętać wszystkich zatrudnionych. Nasz bohater był jedną z takich mrówek, harującą dla dobra „królowej” i mrowiska – firmy „BoneTech”. Miał 35 lat, ale już czuł się znudzony życiem. Po powrocie z pracy do pustego mieszkania niewiele się zmieniało. Także zasiadał za komputer i bezlitośnie maltretował klawiaturę i palce. Jego ulubionym zajęciem było czatowanie. Przybierał różne pseudonimy i bywał na zupełnie odmiennych pokojach.

„Regionalne”, „Po trzydziestce”, „Randki” itd., itp. Sam nie wiedział czego szuka. Uważał, że eksperymentuje na ludziach. Miał się za „psychologa online”. W młodości był bardziej otwarty na ludzi i towarzyski. Znajomi uważali go za idealnego kandydata na psychologię. Potrafił rozwiązać każdy problem, dylemat. Koledzy często zazdrościli mu tej łatwości prowadzenia rozmów z dziewczynami. Wołali na niego "babski psycholog”, bo zajmował się głównie ich rozterkami sercowymi. Uważał, że wystarczy takiego człowieka wysłuchać i już poczuje się doceniony. W 90% przypadków były to kobiety. Psychologia? Rozważał taki kierunek studiów, ale w końcu zdecydował się jednak na Informatykę. Wujek obiecał mu pracę w tym zawodzie więc pragmatyzm życia zabił marzenia Adama. Bieg czasu zmienił go w kogoś innego, trudniejszego i bardziej zamkniętego. Taki był w pracy. Taki się stał. Wmówił sobie, że ktoś taki lepiej sprawdzi się w dość hermetycznym i anonimowym środowisku pracy, w „mrowisku” firmy „BoneTech”. Zupełnie inaczej zachowywał się w rozmowach przez Internet…

Ewa

Pewnego dnia, w urzędzie, postanowiła wejść na czata. Zdarzało się jej tam wcześniej bywać, ale tym razem znalazła się tam w pewnym konkretnym celu. Od dawna wiedziała, że czegoś jej brak. Zdała sobie w końcu sprawę, że by coś znaleźć trzeba najpierw szukać. „Ewa70” – taki przybrała pseudonim. Zawsze ten sam.

W końcu ktoś się odezwał. Rozpoczęli rozmowę.

Adam

Dziś wziął wolne. Miał w planach długi spacer po mieście, dla odmiany. Ulewny deszcz zdruzgotał jednak  pomysł Adama na spędzenie dnia bez pracy. Nie pozostało mu nic innego jak wrócić przed komputer. Wszedł na czata.

„DoktorAdam35” – to jego pseudonim. Od pewnego czasu zawsze ten sam. Po jakichś 30 minutach zgłosiła się do niego „Ewa70”. Podjął zaproszenie, wyzwanie.

-Witam – widniała pierwsza wiadomość.

-Dzień dobry – odpisał.

-Nie wiem czy taki dobry, chciałam dziś wyruszyć na spacer, a tam tak leje.

-Widzę, że mamy coś wspólnego – zauważył Adam.

-Czyli?- zapytała osoba po drugiej stronie.

-Lubimy spacery. Czyli romantyczne z nas dusze, idziemy tam gdzie nas nogi poniosą – odpisał Adam. Przez kilka minut oczekiwał na odpowiedź. Nic się jednak nie działo.

W końcu pojawił się napis: „Użytkownik ”Ewa70” zamknął okno priva”.

To nieco uraziło, ale i jednocześnie zaintrygowało Adama. Szybko ponownie odnalazł swojego rozmówcę na liście czatowników i tym razem to on zaczął rozmowę. Zastanawiało też go jakiż to błąd popełnił.

-Co się stało? Dlaczego się rozłączyłaś? Uraziłem cię?- zasypywał pytaniami Adam.

-Aleś ty dociekliwy…

-Ciekawy ciekawej osoby – odparł.

-Nie jestem ciekawa.

-Większość kobiet taki tekst , pełen romantyczności, bardzo cieszy itd. Zachęca do dalszej rozmowy. U ciebie jest inaczej, rozłączyłaś się. Postąpiłaś oryginalnie, a to jest ciekawe.

- :) - nie użyła słów. W okienku pojawiła się tylko taka uśmiechnięta minka.

-Miło jest wywoływać uśmiech na czyjejś twarzy.

-Udało ci się. Często bywasz na czacie? – zapytała.

-Zdarza mi się. Pracuję przy komputerze. Lubię też rozmawiać – odparł Adam.

-Dlaczego czat? Lubisz anonimowość?

-Po prostu uważam, że ładniej piszę niż mówię – stwierdził Adam.

-Każdy ma jakieś wady, to one czynią nas ludźmi.

-„Zalety łatwo pokochać, ale prawdziwa miłość to też kochanie wad” – odpisał cytatem.

- :) Ciekawe zdanie :)  Masz chyba jakieś tendencje romantyczne. Gdzie pracujesz?

-Jestem informatykiem…

-Nieźle, dotąd nie znałam informatyka-romantyka.

-A chcesz poznać? – zapytał nagle Adam. Sam się dziwił własnej śmiałości.

-Zobaczymy ;) - odpisała zalotnie, a Adam stwierdził, że rozmawia z dość interesującą osóbką. Wcześniej rzadko był tak śmiały. Może to wpływ rozmówcy?

Adam zastanawiał się tymczasem co zrobić by rozmowa trwała jak najdłużej.

Oboje poczuli , że w ich życiu w końcu może stać się coś ciekawego…

Ewa

Wyłączyła komputer. Niedługo potem do domu wrócił mąż Ewy. Przyniósł jej kwiaty. Kompletnie ją tym zaskoczył. Ucieszyła się i nie wspomniała ani słowem o swoim rozmówcy na czacie. Piotr pomógł nakryć do stołu. Zaczęli jeść obiad, przygotowany wcześniej przez Ewę. Piotrek miał o to pretensje. Nie lubił gdy gotowała. Uważał, że ją to męczy… Przez jej wózek inwalidzki. Pomimo upływu lat od wypadku wciąż nie było ich stać na najnowsze i najdogodniejsze usprawnienia dla inwalidów. Ewa jednak radziła sobie z własnym kalectwem, więc dlaczego miałaby nie dać sobie rady ze zwykłym obiadem?

Po raz kolejny jednak ugryzła się w język. Ileż to już razy... Nie miała ochoty na kłótnię. Z drugiej strony zaczęła się też zastanawiać czy małżeństwo bez kłótni nie jest czymś sztucznym, nieprawdziwym, a przez to może i nietrwałym. Czy gdyby nie była przykuta do wózka to Piotr odszedłby od niej? To miłość czy litość? Czy nie męczy go przebywanie z nią bez głośnego wyrażania niezadowolenia? Pretensji o jej zbytnią samodzielność nie zaliczała do wyznań z głębi serca. Najczęściej starała się ignorować takie uwagi męża. Obiecała sobie w końcu, że kiedyś jednak wygarnie mu co myśli na ten temat. Ale jeszcze nie teraz… Postanowiła poczekać na odpowiedni moment. Tymczasem nie mogła się doczekać kolejnej rozmowy z „DoktoremAdamem35”. Tak mijały kolejne dni. Będąc w pracy, wykorzystywała każdy wolny moment by popisać z tajemniczym rozmówcą. Czat stał się jej hobby, a w końcu uzależnieniem. Rozmawiając z Adamem nie potrzebowała nóg, dostawała skrzydeł…

Adam - Ewa

Adam czuł się odmieniony. W pracy był teraz bardziej otwarty i żywszy. To wprawiło w zdziwienie wiele osób na sąsiednich stanowiskach. Większość w ogóle jakby zobaczyła go po raz pierwszy. Okazało się, że jako informatyk wcale nie musi być hermetyczny i zamknięty na innych ludzi. Nagle stało się jasne, że dla osób z otoczenia nie musi wcale być „puszką pragnień zamkniętą na klucz rutyny życia”. Tak to ujął opowiadając swoje ostatnie dni Ewie. Odmiana.

Pisali co raz bardziej osobiście. Na przeróżne tematy. Od tych najpoważniejszych do tych najbardziej błahych. Ewie rozmawiało się z nim zupełnie inaczej niż z mężem. Jeśli miała jakieś pretensje do Adama, o jakieś zdanie lub się z nim nie zgadzała w pewnej kwestii, to po prostu to pisała.

Czatując poznawali swoje wady i zalety. To utwierdziło Ewę, że czekała na coś innego niż to co było między nią, a mężem. To coś trwalszego, prawdziwszego. Zrozumiała, że Piotr nie jest dla niej ukochanym, a stał się opiekunem uwięzionym przez nią i kalectwo. Był przywiązany łańcuchem litości…

Sama do tego doprowadziła. Niechcący użyła swojej niepełnosprawności do zatrzymania przy sobie Piotra. Zastanawiała się też nad tym. Dawno nie słyszała słów: kocham cię, jesteś piękna. O seksie nie wspominając… Może gdyby ją zdradził, gdyby był złym człowiekiem. Łatwiej byłoby ten „łańcuch litości” zerwać. Piotr jednak był idealny, zbyt idealny… Zbyt opiekuńczy, zbyt wrażliwy. Po prostu „zbyt”… Ewa chciała kogoś pokochać za wady. Postanowiła się spotkać z Adamem. Nadszedł czas na odważne działania.

Ewa

Ewa ubrała się najładniej jak tylko potrafiła. Patrząc w lustro widziała jednak jedną wielką wadę w  wyglądzie. Wózek inwalidzki. To była jedyna wada jej co raz bardziej intymnych rozmów z Adamem. Coraz bardziej akceptując siebie, coraz mniej akceptowała swój wózek…

Niegdyś pogodziła się z kalectwem. Teraz jednak pokłóciła się z nim na nowo. Nie wspomniała Adamowi ani słowem o swoim inwalidztwie. W ich wspólnych fantazjach pływali razem nadzy w jednym z mazurskich jezior, spacerowali razem po plaży przy zachodzie słońca, biegali razem po łące. Teraz wszystko będzie inaczej. Może niepotrzebnie chce się z nim spotkać? Po co psuć tę bajkę? Teraz jednak było już za późno.  Umówili na spotkanie. Randkę? Trzeba zmierzyć się z prawdą, z uczuciem…

W uzgodnionym miejscu spotkania, w miejskim parku czekała przy fontannie. W ręce trzymała czerwoną różę. Taki był ich znak rozpoznawczy, tak postanowili. 

15.00, potem 15.30, 16.00…17.00… Ewa spoglądała na zegarek. Mieli spotkać się o 15.00. Czekała uparcie dwie godziny, a Adama wciąż jak nie było tak nie ma. Rozglądała się wszędzie i jeździła na wózku dookoła fontanny. Przeszukiwała wzrokiem dłonie przechadzających się wszędzie ludzi. Liczyła, że znajdzie tę upragnioną czerwoną różę. W końcu zdała sobie sprawę, że choć wózek nie jest przeszkodą dla niej to z pewnością jest przeszkodą dla kogoś innego…

-Adam, przeklęty Adam. Pewnie widział mnie z daleka. Ubezpieczył się i spóźnił się umyślnie. Drań, nie miał odwagi podejść. Gdy zobaczył wózek inwalidzki i siedzącą na nim kobietę z różą… Stchórzył… Jak mogłam być tak głupia? Wydawał się inny, lepszy niż reszta. Wyjątkowy. Nie widział mnie, widział tylko wózek…Byłam głupia. Najadłam się nadziei i odbiło mi się czkawką rozczarowania. Jestem żałosna, szukam miłości? Mam ją w domu. Jest miłość i miłość. Ja przez ostatnie dni żyłam w świecie fantazji. W krainie gdzie nawet nie biegam, ja tam latam. Z Adamem. Myślałam, że…Że my, nie…Nie, w ogóle nie myślałam. Ja marzyłam…Bo przecież marzenia się spełniają, cóż… Szkoda, że my niekoniecznie… - rozmyślała Ewa bawiąc się swoją czerwoną różą. W końcu wrzuciła ją do fontanny i postanowiła wrócić do domu. Do Piotra. Miała do siebie żal, że chciała od niego odejść. Uciec do wyimaginowanego mężczyzny. Adam i Ewa. To byłoby zbyt nierzeczywiste. Nie wyszło to w Raju, nie wyszło i teraz. Chciała spróbować owocu zakazanego i spotkała ją kara… Przypomniała sobie, że kocha Piotra. Zdała sobie w końcu z tego sprawę. Jej Piotr był niemal święty. Ona, jak się okazało, nie. Wiedziała, że teraz musi, chce być lepszą żoną. Osobą. Jej mąż na to zasługuje. Utwierdził ją w tym fakt, że Adam nigdy już się do niej nie odezwał. Zerwał kontakt.

Tego dnia Ewa znienawidziła czerwone róże i walczyła by nie znienawidzić samej siebie…

Kilka dni wcześniej…

Adam

Adam ucieszył się strasznie gdy na czacie znów pojawiła się „Ewa70”.

-Cześć Adaś. :*

-Hej Ewa. Jak tam dzień mija?

-Smutno. :(

-Dlaczego smutno? – zapytał Adam.

-Bo jeszcze dziś z tobą nie rozmawiałam… ;)

-:) Poprawiam ci humor?

-Humor, nastrój, samopoczucie.

-A ty takimi słowami moją samoocenę.

-Jaka by nie była, zapewniam cię, jest zbyt niska jak na takiego faceta jak ty.

-Ale mi dziś słodzisz. Moja słodka ;)

- ;) :*

-Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? Moja propozycja spotkania jest aktualna – zmienił temat Adam.

-Wiem, pamiętam…

-Wahasz się? Chcę się z tobą zobaczyć. W końcu.

-Mogę ci się nie spodobać, mówiłam też… Mam męża…

-Nie bądź głuptaskiem, rozmawialiśmy już o tym. Kocham twój rozum, charakter. Duszę. Nie ciało. Co do męża, co do Piotra. Też o tym rozmawialiśmy. Dawno brałaś pod uwagę rozwód. Wasze uczucie gaśnie. Nasze płonie co raz mocniej…- napisał Adam i kilka minut musiał czekać na odpowiedź Ewy. Wyczuł, że strasznie się waha. Boi się.

-Dobrze, spotkajmy się… - odpisała w końcu.

Uzgodnili szczegóły spotkania. Przyszła sobota. Fontanna w parku miejskim. Będą mieli w dłoniach czerwone róże. Adam był podekscytowany perspektywą poznania fizycznie kobiety swojego życia. Nie czuł tego od dawna. Być może nigdy... Zdawał sobie też sprawę, że właśnie zmienia swoje życie na lepsze. Bez wątpienia. Ewa jest tym na kogo czekał…

Nie był jednak człowiekiem cierpliwym. Jako informatyk wiedział jak wytropić osobę po adresie IP. Czyli śladzie jaki zostawia każdy użytkownik Internetu. Dzięki temu i pomocy kilku znajomych informatyków znalazł adres Ewy. Czuł, że nie wytrzyma do soboty. To jeszcze 3 dni. Chciał zrobić Ewie niespodziankę.

Chciał zobaczyć jak wygląda jego ukochana.

Będąc już przed domem zobaczył siedzącą na ławce piękną kobietę. Cechy wyglądu jakie Ewa zdradziła mu przez czata pasowały prawie idealnie, poza kilkoma szczegółami . Od razu stwierdził jednak, że jest fantastyczna. Marzenia się spełniają? Wahał się czy podejść. Widział ją dobrze. Podziwiał. Wpatrywał się tak czując, że oto spotkało go coś fantastycznego. Spotkał piękną, wrażliwą i inteligentną kobietę. Postanowił się upewnić czy to ona. Zadzwonił na zdobyty numer telefonu. Z radością stwierdził, że to ona. Kobieta zaczęła szukać komórki po kieszeniach. Adam już miał się odezwać gdy pojawił się jakiś mężczyzna znoszący wózek inwalidzki. Posadził na nim Ewę. Adam był w szoku. Nie miał odwagi podejść.

Przez następne dni Adam wahał się czy spotkać się z Ewą. Oszukała go? Nie, nie powiedziała całej prawdy. Miał też w pamięci swoje słowa. „Liczy się twoja dusza, nie ciało”. Uznał w końcu, że nie przeszkadza mu jej kalectwo, ani mąż. Nic mu nie przeszkodzi. Kocha ją. Ubrał się elegancko, wyperfumował, kupił czerwoną różę i ruszył na miejsce spotkania.

Nie chciał się spóźnić. Umówili się na 15.00. Adam nie przewidział takiej kolejki w kwiaciarni. Chciał ofiarować Ewie najpiękniejszą różę jaką tylko zdoła znaleźć. Udało się. Słono za nią zapłacił, ale wiedział, że warto. Popędził w kierunku umówionego miejsca. Nie mógł się doczekać gdy pocałuje Ewę. Gdy powie jej, że nie przeszkadza mu jej kalectwo, a ona także pokocha jego. Biegnąc tak do swojej ukochanej nie zauważył zmieniających się świateł na przejściu. Liczył, że zdąży nim włączy się czerwone. Przeliczył się…

Z lewej strony nadjechał autobus.... Adam zginął na miejscu… Ewa nigdy się o tym nie dowiedziała…

Czerwona róża pozostała...

 

Zaloguj się aby dodać komentarz

Autor: majkel Dodano: 2011-05-04 21:41:33
Zaskakujące zakończenie, ciekawe choć zapowiadało się banalnie... Ogólnie treść nie wciąga zbyt mocno, moim zdaniem można nad tym jeszcze trochę popracować. No i literówki momentami kują w oczy, tak jakby autorowi samemu nie chciało się już czytać i poprawiać:) Podoba mi się, choć preferuje bardziej wartką akcję.
Autor: Rafał Wałęka Dodano: 2011-05-04 23:33:46
a teraz? po poprawkach :)
Autor: anitum5 Dodano: 2011-05-05 13:25:24
Interesujący tekst, ciekawe zakończenie. Warto głosować na to opowiadanie.
Autor: majkel Dodano: 2011-05-10 14:45:39
Zagłosowałem:)
Autor: Marcin Rzeczkowski Dodano: 2011-08-28 10:25:15
Ciekawa historia. Niby banalna, a jednak przykuwa do monitora i każe się zastanowić, czy to było dobre rozwiązanie, a może jednak lepiej, żeby ten autobus podjechał dziesięć sekund później i Piotr został sam? Spodobała mi się, bo nie ma ani happy endu, ani smutnego zakończenia - tylko takie życiowe, niejednoznaczne.

Z uwag technicznych: za dużo wielokropków. Wielokropki są emo, nie powinny pojawiać się w narracji, a ponadto składają się tylko i wyłącznie z trzech kropek - nie czterech. A po nich zawsze stawia się spację - nie czasami. Przydałoby się też dać tekst do sprawdzenia żyjącemu człowiekowi: "coraz mocniej", nie "co raz mocniej", Word nie podkreśli, ale jest to błąd.
I to, co bardzo przeszkadza w lekturze: kiedy zaczynasz dialog, po myślniku stawiaj spację.